poniedziałek, 29 lipca 2013

05: Thanks you, mom

Przepraszam, że tyle czekaliście, ale mam nadzieję, że było warto! :) 

Dziewczyna odeszła z zamówieniem od lady najciszej jak potrafiła. Jeden dźwięk mógł zwrócić jego uwagę i wpadłaby, a nie tak chciałaby spędzić resztę tego wieczoru. Miała oczywiście inne plany, aby posiedzieć nad projektem, ale Destiny jak zawsze musiała popsuć jej zamiary. Przyjaciółka zazwyczaj była tą imprezowiczką w tej znajomości. Od zawsze wyciągała Demi i zachęcała ją do tych gorszych rzeczy, których rodzice jej zabraniali, bo nauczyli ją tego, żeby postępować dobrze i według ich zasad. Czyli po wywnioskowaniu wiemy, że Lovato to nudziara.
Powracając do wydarzeń z tamtej chwili: czarnowłosa zniknęła z zagrożonego miejsca. Zaraz po wyszukaniu przyjaciółki usiadła pod ścianą razem z nią. Upiła łyk drinka i oblizała usta.
- Idziesz potańczyć?
- Ja? Żartujesz sobie? Nie umiem tańczyć. - odpowiedziała.
- I co, będziesz tak tu gnić pod ścianą? - farbowana blondynka podniosła się i wyciągnęła dłoń do Demi. - Ostatnia szansa, to jak?
- Idź beze mnie, może później dojdę do Ciebie. - wysiliła uśmiech i na chwilkę spojrzała jej w oczy. - Naprawdę jest mi tu dobrze.
- Jak sobie chcesz. - odeszła, a po sekundzie zniknęła z pola widzenia Devonne przez tłum. Łyknęła to.
Przygnębiona podciągnęła nogi pod kolana i oparła na nich brodę. Przecież tu nie pasuję, pomyślała, to nie mój styl, co tu robię? Destiny bawi się świetnie beze mnie, więc dlaczego tu ciągle jestem? Poza tym trzeba chociaż zacząć projekt, a ten dupek nawet palcem pewnie nie ruszy.
Ludzie patrzący na nią wydawali się wyrwani z innego świata. Tacy weseli, radośni i szczęśliwi. Bawili się jakby jutro miał być koniec świata. Wam też nasuwa się jeden powód? Tak, alkohol. A Demetria? Demetria była inna. Nie piła zbyt dużo ze względu na swoją matkę. W młodości wpadła w ten nałóg.*
Dianna Lovato w wieku 14 lat spróbowała pierwszy raz alkoholu. Niby nic, prawda? Niestety coraz częstsze imprezowanie i coraz większa dawka zaowocowały w nałóg. Nie mogła przestań, piła bez opamiętania. W czasie kiedy była w ciąży z Demi postanowiła zasięgnąć pomocy. Dzięki Bogu córka urodziła się zdrowa, jedyne co martwiło lekarzy to przedwczesny poród. Oczywiście matka nigdy nie wyleczyła się, bo to niemożliwe, ale starała się unikać powrotu do picia.
- Przepraszam, ale impreza rozkręca się w szybkim tempie, więc jeśli chcesz się bawić to zapraszam. - z rozmyślań wyrwał ją nieznajomy głos. Z tonacji wywnioskowała, że to mężczyzna.
- Nie mam ochoty się bawić, to nie moje miejsce.
- To po co tu jesteś? - czarne włosy to jedyne co Lovato zobaczyła u niego przy słabym świetle.
- Przez przyjaciółkę. - przewróciła oczami. - Nie pytaj.
- Jeśli zechcesz to przysiądę się, co Ty na to? - wzruszyła ramionami, a chłopak usiadł obok niej również opierając się o ścianę. - Jestem Olivier, ale mówią mi Vin. - wyciągawszy rękę w jej stronę szybko przeczesał włosy.
- Demi. - zwróciła ku niemu głowę rozpoznając natychmiast kim on jest. Niepewnie podała mu swoją dłoń.
- Miło Cię poznać, Demi. - ucałował wierzch ręki, a osiemnastolatkę przeszedł lekki dreszcz. Zaskoczył ją.
- Um, więc jak mam Ci mówić? - nasunęła pierwszy lepszy temat aby tylko nie poznał, że się denerwuje.
- Jak wolisz. - uśmiechnął się. - Mnie wszystko jedno. Masz ochotę na jeszcze jednego drinka? Ja stawiam.
- Pewnie, poczekam tu na Ciebie. - odprowadziła go wzrokiem dokładnie analizując jego wygląd. Ciemne spodnie podkreślające jego chude nogi połączył z czerwoną koszulką lekko odkrywającą jego umięśnione ramiona, na których zauważyła kilka tatuaży. Gdy w końcu skończyła obczajanie nowego znajomego wstała na skinienie jego głowy. Podeszła do lady i usiadła na jednym z krzeseł. - Więc to Twój klub?
- Yep, ale nie jestem szefem. Mój wujek jest właścicielem, a ja mam ją po nim przejąć.
- Dasz radę? - zatopiła wargi w napoju delektując się cytrynowym posmakiem.
- Dlaczego nie? Wujaszek dobrze działa, promuje firmę. Codziennie przychodzi tu większe grono ludzi. Dużo ludzi, duża forsa jak to mówią. - przystanął na chwilkę, żeby zobaczyć czy dziewczyna go słucha. - Będę musiał kogoś zatrudnić, ale na razie dajemy radę. Bywasz tu czasem?
- Byłam dwa czy trzy razy, ale nie więcej. Nie lubię takich miejsc jak mówiłam. - wzruszyła ramionami i oblizała usta po kwaśnym smaku.
- Zauważyłbym taką piękną laskę, a Ciebie widzę pierwszy raz.
- Daj spokój, co? Haha - zaczerwienione policzki wywołały u niego uśmiech przez co jeszcze bardziej poczerwieniała. - Widzisz co zrobiłeś.
- Nie rozumiem o co tyle krzyku, nadal jesteś piękna tylko bardziej czerwona, haha

Rozmowa z Hernie ciągnęła się w nieskończoność, a procenty buzowały w niej jak oszalałe. Wszystko wydawało się dosyć nierealne. Rozmawiała z chłopakiem starszym od niej o cztery lata bez większego stresu. Był wyjątkowo miły przez co Demetria czuła się przy nim dobrze. Jak przy Joe. Około północy opamiętała się i wstała na poszukiwania Destiny. Przyjaciółka bawiła się dobrze przy męskiej grupie podrygując w rytm muzyki. Po głębszym zastanowieniu się wkroczyła między nimi, aby zgarnąć blondynkę. Łapiąc kumpelkę za rękę poczuła czyjeś ręce na swojej talii i pośladkach. Podskoczyła puszczając dłoń Cyrus. Dreszcze sięgnęły zenitu, a zdenerwowanie nieco wyżej.
- E, lala. Zostań z nami. - wyburczał jeden z towarzystwa. Podniósł dłoń chcąc ponownie dotknąć osiemnastolatkę, ale wyminęła go rzucając dwa słowa: pierdol się.
Dogoniła koleżankę zaciągając ją do toalety. Wyrównując oddech przemówiła do niej:
- Słuchaj, idziemy już. Musimy wracać, rozumiesz?
- Spadaj mała, jestem już zajęta. - woń z jej ust przemówiła: za dużo wypiła.
- Des, to ja. Demi, opamiętaj się!
Idąc, ekhem raczej potykając się o swoje nogi, ślepo dotykała każdej ściany tylko aby wrócić. Nie tracąc czasu Lovato wykręciła numer swojej matki i poprosiła ją o przyjazd.
Po trzydziestu minutach w drzwiach klubu pojawiła się trzydziestolatka poszukując swojej córki.
- Dobrze, że jesteś. - przytuliła matkę i złapała za rękę przechodząc przez tłum. - Destiny jest schlana i nie wie kim jestem. Nie zamierza iść do domu.
Kolejne dziesięć minut trwało jak wieki. Czarnowłosa wraz z rodzicielką szukały w kółko Cyrus, która najwyraźniej nie miała ochoty ich widzieć.
- Tam jest! - krzyknęła. Podpierała jedną ze ścian obściskując się z jednym typkiem z tamtej grupy. Wyglądał na starszego od Dianny. - Des idziemy. - wyrywając z objęć mężczyzny wskoczyła w ramiona przyjaciółki.
- Ona nigdzie nie idzie, zapłaciłem jej. - w tym momencie oczy rozszerzyły się jej niesamowicie.
- Ona nic nie będzie robić, chodź z nią do samochodu. - wtrąciła Dianna. Zdenerwowany facet pchnął ją na kumpelki przez co kilka innych osób upadło. Zamieszanie wzrosło i temperatura również. - Oddawaj kasę suko!
Kilku chłopaków próbowało uspokoić ciemnoskórego mężczyznę, ale na próżno. W końcu ni stąd ni zowąd pojawił się Killer. Prawym sierpowym przyłożył mu w nos. Kopnął w brzuch leżącego już na ziemi faceta.
- Idźcie już! - krzyknął do trójki kobiet. - Zaraz wstanie.
Tym razem oberwało się Bieberowi: dwa kopniaki w kostki i żebra. Podniósł się szybkim tempem i oddał przeciwnikowi dwa razy bardziej. Adrenalina podskoczyła do granic możliwości. Ludzie zrobili miejsce aby nie dostać przez przypadek od któregoś bijącego się.
Po niecałych 20 minutach bójka zakończyła się zwycięstwem dla Justina. Oczywiście nie obyło się bez obrażeń dziewiętnastolatka. Obserwując wiwaty od tłumu wyszedł na dwór sprawdzić jak mają się dziewczyny i matka.
- Już po nim, możecie jechać bezpiecznie.
- Dziękuję Ci synu, bez Twojej pomocy mogłybyśmy inaczej skończyć. Muszę Ci to jakoś wynagrodzić. - zamyśliła się na moment. - Swoją drogą jesteś dobry. Może chciałbyś być ochroniarzem Demi?
- Mamo, dość już... - wtrąciła.
- Spokojnie, Demi. Ciekawa propozycja, ale w jakiej branży mam być ochroną? - zadziory uśmieszek pojawił się na jego zakrwawionej twarzy.
- Demi jest modelką, a ostatni ochroniarz odszedł z powodów zdrowotnych. Skoro widziałam Cię w akcji pomyślałam sobie, czemu nie? Spróbowałbyś?
- Jasne, czemu nie? - zaśmiał się.
- Świetnie, przyjdź jutro z moją córką po szkole to obgadamy sprawę. - uśmiechnęła się serdecznie podając dłoń chłopakowi. - Poradzisz sobie? Może Cię podwieźć?
- Oczywiście, dziękuję Pani. Proszę nie zaprzątać sobie mną głowy, dam sobie radę. - uścisnął rękę Dianny przenosząc wzrok na Lovato. - Do jutra w takim razie. Do zobaczenia Demi. - musnął jej policzek i puścił oczko w jej stronę. Doskonale wiedział jak to na nią zadziała.

* * *
Dochodziła druga w nocy, impreza trwała w najlepszym. Grupa przyjaciół opijała pierwszą, prawdziwą pracę Justina. Drink za drinkiem, fajka za fajką. Coraz mniej ludzi bawiło się na parkiecie, zaś coraz więcej wychodziło. Daren jako najbliższy facet dla dziewiętnastolatka był najbardziej dumny. Był dla niego jak brat, był zawsze przy nim od 5 lat. Teoretycznie wychował go.
Pijany szatyn zwrócił się ku drzwiom w nadziei, że wciągnie jakąś cizię do sypialni. Jednak jego uwagę przykuła piękność za oknem. Brązowe włosy układające się kaskadami na jej odkrytych plecach, zgrabne nogi i uśmiech nieznikający z jej twarzy. To była Bella. Rozpoznał ją.
- Wszystko dobrze? - spytał Olivier kładąc dłoń na ramieniu kumpla.
- Tak. - powiedział przeciągając literki. - Zaraz wrócę. - wstał od lady i ruszył ku niej. Przeczesał włosy, oblizał usta i poprawił koszulę. Musi się dziś udać, pomyślał, w końcu nie codziennie znajduję pracę. - Cześć Bella. - dwudziestolatka odwróciła się i zmierzyła chłopaka.
- Czego chcesz?
- Chciałem się przywitać, wiesz... - urwał. - Dostałem dziś pracę, może masz ochotę się przyłączyć do nas i to oblać? - wskazał na zbiorowisko przy barze.
- W sumie, czemu nie? - uśmiechnęła się. - Zaczekaj chwilę tylko pożegnam się z przyjaciółką. - odszedł kawałek dalej dziękując w duchu za ten magiczny dar, który nazywał urokiem osobistym. Dziś się uda, przekonywał się, na pewno.

Chwilę po rozmowie Dianny z Bieberem wsiadła do samochodu odpalając silnik. Zdenerwowana córka siedziała już na miejscu i nie wydawała z siebie żadnego słowa.
- Nie podoba mi się to. - pierwsza odezwała się matka. - Dobrze wiesz, że nie lubię jak kłamiesz. Mogłaś powiedzieć mi, że idziesz do klubu.
- Tak, na pewno puściłabyś mnie wtedy.
- Ale nie byłabym taka zła na Ciebie. - rzekła.
- Serio? To nie ja oferuję Twojemu wrogowi pracy. - warknęła. - Jak mogłaś?
- Nie tym tonem do matki! - kontynuowała. - On wydaje się naprawdę fajnym kolegom, może jak spędzicie więcej czasu będzie lepiej.
- Mamy już razem robić projekt, wystarczy tego czasu.
- Dobrze się składa, będziecie mieli więcej czasu aby się poznać i zrobić to zadanie!
Lovato wywróciła oczami i już do końca drogi nie pisnęła słówka.

* * * 
W końcu nadeszła oczekiwana chwila. Bella dała się na tyle otumanić aby Justin mógł ją zaciągnąć do sypialni. Czekał na to od kilku dni. Pierwszy raz kobieta działała na niego tak jak Isabella. Przyparł ciałem do niej opierając się na ścianie.
- Wydajesz się bardzo zestresowany tą sytuacją, prawda? - wyszeptała do ucha jak najbardziej seksownym głosem, aby zrobić jeszcze większe zdenerwowanie u Killera. Muskała wargami płatek uszny chłopaka, a on zawahał się, ale moment później pewnie wziął ją za pośladki unosząc do góry. Przeniósł ją na łóżko dysząc niemiłosiernie. Brown ściągnęła jego koszulkę delektując się torsem i mięśniami Biebera, zaś on nie czekał  na oklaski i wziął się za rozbieranie ukochanej.
Kiedy oboje byli już w samej bieliźnie przeszli do wymiany pocałunków. Pierwszy zaczął on: wbił się w jej blado-różowe usta i gładził podniebienie. Języki walczyły o dominację jakby tańczyły w rytm jakiejś muzyki. Chwilkę później szatyn składał całusy na ciele Belli. Szyja, obojczyk, klatka piersiowa, brzuch i z powrotem usta. Krystalicznie biały uśmiech towarzyszki dawał mu ogromną satysfakcję i chęć do przyśpieszenia tępa. Oboje byli gotowi na kolejny krok: ciemnooki rozpinał stanik kochanki, zaś ona miała ręce na jego bokserkach.
- Co do cholery?! - wykrzyczał wkraczający do pokoju wujek Henrie. - Bieber, wynocha stąd!
Zawsze ktoś w takim pięknym momencie musi mi przeszkodzić?, pomyślał.

* * *
Debil, frajer, idiota i Bóg wie co jeszcze!
Zniecierpliwiona Demetria chodziła jak na szpilkach po całym pokoju. Kiedy ten debil przyjedzie?, powiedziała do siebie, jeśli mamy zdążyć obgadać wszystko z mamą i pojechać na sesję musi już tu być, ugh! W tamtym momencie usłyszała dzwonek do drzwi.
Dzięki Bogu.
Zbiegła do przedpokoju i stanęła oparta o ścianę. Wszedł ze sztucznym uśmiechem całując jej matkę w dłoń. Amator, pomyślała. Kiedy ruszył ku niej stanęła prosto wpatrując się w ciemne oczy. Miał już musnąć jej policzek kiedy wyminęła go i ruszyła z mamą.
- Także Justin, Twoja robota to ciągłe bycie pod telefonem gdyż prawie zawsze sesje, wywiady i takie rzeczy się przeciągają. Również musisz posiadać auto, najlepiej sportowe i być na każde, no prawie każde, zawołanie mojej córki. Da się zrobić? - urwała na moment. - A no i płacę gotówką. Myślę, że 2 tysiące miesięcznie wystarczy.
- No pewnie! Moje auto stoi na podjeździe. Może Pani je obejrzeć i ocenić. - jak powiedział, a jego oczy rozszerzyły się jak nigdy.
Audi R8 w panterkę, skąd on takie rzeczy ma?

Godzinę później
- Nie chcę abyś tam wchodził, jasne?
- Dlaczego? - spytał.
- Bo nie, nie musimy spędzać tak czasu jak myśli moja matka. - odpowiedziała.
- Jak sobie życzysz, skarbie.
- Nie mów do mnie skarbie, ile można mówić? - warknęła. Wybiegła z samochodu jak poparzona, a chłopak zaśmiał się pod nosem. Zabawne, pomyślał, jaka ona żałosna. Mimo zakazu postanowił podglądać ją. Zaczekał chwilę i po 15 minutach schował telefon i portfel do kieszeni. Zatrzasnął drzwi i zamknął zamki ruszając ku budynkowi, który należał do agencji Beauty Killers**. Kto by się spodziewał, pomyślał, ona modelką? Pchnął drzwi wchodząc do środka. Znalazł windę i wcisnął przycisk z 5. Pani Lovato wspominała mu coś, że piąte piętro należy do Demi. Schował się zza framugą drzwi i zobaczył czarnoskórego mężczyznę z aparatem. Ślinił się na widok pozującej osiemnastolatki. Z tego co zauważył dzisiaj promowała firmę Michaela Korsa. Kreacje były w czerni i bieli. Jednak pomimo zainteresowania koleżanką nie mógł spuścić wzroku z fotografa. Wydawał się znajomy.

- Mówiłam Ci coś, Bieber kurwa! - wydarła się na cały samochód, prawdopodobnie osoby dookoła, które również stały w korku, też słyszały jej krzyki. - Miałeś nie wchodzić, a Ty co? Zawsze robisz wszystko na przekór?!
- Nie wściekaj się już, dobra? Chcę Cię ostrzec. Ten koleś wydaje mi się znajomy.
- Ostrzec przed czym? To mój nowy fotograf, wyluzuj już. - przewróciła oczami powracając do zabawy telefonem.
- Dobra, jak sobie chcesz, ale żeby potem nie było. - dodał. - Wszystko co jest ze mną znajome, wspólne albo coś to jest złe, dobrze wiesz. Nie będę już ratował Ci dupy, bo to nie moje zadanie.
- Co Ty ostatnio jesteś taki bohaterski, co? - warknęła. - Najpierw bijesz się za mnie, teraz ostrzeżenia.
- Słuchaj suko, nie podoba mi się ten ton, jak nie chcesz gadać, bo masz okres mów, a nie wyżywasz się na mnie!
- Wysiadam. - dodała próbując otworzyć drzwi. - Otwórz te drzwi idioto! Nie pozwolę sobie aby ktoś nazywał mnie suką, a już na pewno nie Ty!
- Nigdzie nie idziesz, słonko. Twoja mamusia mogłaby mnie zwolnić dlatego dowiozę Cię do domku czy tego chcesz, czy nie.

* * * 
Przed snem, jak za każdym razem, próbowała dodzwonić się do brata, lecz na próżno. Kolejny raz włączyła się poczta, kolejny raz poleciały łzy i kolejny raz odezwała się tęsknota za nim. Ale tym razem zamiast użyć ulgi w bólu - wzięła swój zeszyt i długopis. Zaczęła pisać, tworzyć i bazgrać na szorstkich kartkach pamiętnika.
There's a boy, lost his way, looking for someone to play
There's a girl in the window tears rolling down her face
We're only lost children, trying to find a friend
Trying to find our way back home
Miała nadzieję, że napisana piosenka pomoże jej poradzić sobie z emocjami, ale jednak na nic. Powoli wstała i ruszyła do szafki. Trzymała w ręku pudełko z metalowym sprzętem, który dobrze znała. W tym momencie usłyszała dzwonek wiadomości tekstowej. Podbiegła sprawdzić od kogo dostała smsa. Nadzieja, że to Logan, sięgnęła zenitu. 
Przepraszam za dziś słoneczko, nie gniewaj się na mnie. Nie umiem mieć Cię na sumieniu. B xoxo
Mam wielką ochotę spakować walizki i wyjechać, do Ciebie. Mam ochotę zrobić kolejny raz sobie krzywdę, ale będę silna, dla Ciebie. Mam ochotę poddać się emocjom, ale trzymam się, dla Ciebie. Widzisz ile dla mnie znaczysz? Chodź tu do mnie, przytul mnie. Już nigdy nie pozwolę Ci odejść braciszku. 

Od autorki: jak wspomniałam na początku: przepraszam! Najdłuższy rozdział, ale się nie przyzwyczajać proszę :)
Nie mam pojęcia jakim cudem to się stało, ale mam 12,500 otworzeń bloga! Nawet nie wiecie jak bardzo mnie to cieszy, to daje mi kopa w tyłek kiedy nie chce mi się pisać.
*W prawdziwym życiu Dianna - matka Demi - nie wpadła w alkoholizm!
**Ta nazwa jest wymyślona przeze mnie, możliwe, że coś takiego istnieje, ale nie sprawdzałam tego.

Następny rozdział POWINIEN pojawić się pod koniec sierpnia jak przyjadę znad morza :)
W razie czego to możecie pisać na twittera albo aska.

KONTAKT: twitter ask

7 komentarzy:

  1. opłaciło się czekać, bo rozdział jest cudowny! czekam na więcej. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na następny <3. a co do rozdziału to asfjdnvcofnbeodusnslfhnf♥. ~ Patrycja. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś nominowana do The Versatile Blogger Awards! :) Więcej szczegółów tutaj: http://charlies-fuckin-life.blogspot.com/2013/07/the-versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
  4. no no Justin ochroniarzem Demi kto by oomyślał xd czekam na nn :) miłego wypoczynku x

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny rozdział już nie mogę się doczekać nn warto było czekać na tego miłych wakacji

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział <3

    http://closertotheedge1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest TOTALNIE ZAJEBISTE!!! Czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń