poniedziałek, 10 lutego 2014

07: I'm in love?

- Jaka tajemnica? - niepewnie wtrąciła się do rozmowy.
- Demi? - odezwała się matka. - Kochanie, co Ty tu robisz?
- Odpowiedz mi na pytanie.
- Demi, długo tego słuchasz?
- Odpowiedz mi!
- Steve pomóż mi. - błagała.
- Teraz sama sobie z tym radź. Umywam ręce. - ojciec wyszedł z pomieszczenia kierując się do drzwi. - Powodzenia Dianna! - wyszedł.
Zmieszana rodzicielka patrzyła się w przestrzeń bijąc się z myślami. Jak by to jej powiedzieć? Co jeśli ona mi nie wybaczy?
- Mamo, dowiem się o co chodzi? - czarnowłosa brnęła w swoim.
- Usiądź dziecko. - przeszła do części salonu i usiadła na kanapie. Złapała Demetrię za rękę i delikatnie masowała jej wierzch. - Demi, kochanie... Steve nie jest Twoim biologicznym ojcem.
- Chwila, co?!
- Steve to Twój ojczym. Twój ojciec zostawił nas jeszcze przed Twoimi narodzinami. - Dianna powiedziała to tak spokojnie jakby to było normalnością.
- Jak mogłaś mi tego nie powiedzieć?! Mamo, mam osiemnaście lat, powinnam to wiedzieć już dawno! - wybuchła. - Nawet nie wiesz przez jakie piekło przechodziłam ostatnie 4 lata! - złapała się za głowę równocześnie wstając z siedzenia. - Twój kochaś gwałcił mnie od trzynastego roku życia i groził, że jeśli coś Ci powiem to zrobi mi coś gorszego, rozumiesz?! Jak mogłaś mamo... - ruszyła ku schodom. - Nigdy Ci tego nie wybaczę, rozumiesz?! - zniknęła za drzwiami pokoju. Jedynie było słychać stuk otwieranych szafek.
Chwilę później zeszła ze sportową torbą i całym rozmytym makijażem.
- Muszę to wszystko przemyśleć, jasne? Nie chcę, żebyś mnie szukała. Zostaw mnie, a jak poczuję potrzebę to wrócę do domu. - wyjąkała. - Żegnaj. - wyszła, tak po prostu.
W tym czasie Dianna zalała się łzami. Jej obawy się sprawdziły - córka ją nienawidzi.

Siedząc na jednej z ławek szlochała coraz bardziej. Dlaczego to zawsze ją spotyka? Dlaczego to jej życie komplikuje się z każdym dniem? Nawet nie zauważyła kiedy zawitał zmierzch, a ona przecież nie miała gdzie się podziać. Destiny nie odbierała ani nie otwierała drzwi, trzeba było czekać na cud. Ale przecież cudów nie ma, więc postanowiła ruszyć w stronę klubu, w którym ostatnio poznała Oliviera. Wstydziła się prosić chłopaka o pomoc na drugim spotkaniu, ale co miała zrobić?
Tak jak się okazało - chłopak był w owym miejscu. Przed wejściem zaczerpnęła powietrza najgłębiej jak potrafiła. Pchnęła drzwi i weszła. Czarnowłosy spojrzał spod powiek i momentalnie na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Hej piękna. - rzucił. - Nie myślałem, że się znów zobaczymy.
- Tak, ja też. Emm... Oli, jest sprawa. - niepewnie spojrzała na niego.
- Jaka? Mów, co jest?
- Zaistniała pewna sytuacja, że muszę gdzieś przenocować kilka dni. Przyjaciółka nie odbiera, a do domu nie mogę wrócić. - nerwowo zgryzła wargę. - Znasz kogoś kto mógłby przygarnąć mnie?
- Oh, Demi. Sieroto, ja Cie przygarnę. Dasz mi chwilę to wpadnę na zaplecze i przekażę pałeczkę wujkowi? - skończywszy wycierać szklanki popędził za drzwi, by po chwili wrócić z kluczykami w ręku. - Chodź za mną. - chwycił jej torbę i razem wyszli z lokalu. Gdy oboje zasiedli na swoich miejscach w samochodzie, Olivier odpalił silnik i ruszyli. Demetria położyła głowę na szybie i, wciąż ze szklanymi oczami, patrzyła na ludzi i auta mknące ulicą.
- Opowiesz mi co się stało? - wtrącił chłopak.
- Wolałabym aby to zostało tajemnicą. - po chwili zastanowienia dodała: - Jeśli to nie problem.
- Nie, skąd. Po prostu myślę, że jak się komuś wygadasz to będzie Ci lepiej.
- Jeśli będę na to gotowa to powiem. - uśmiechnęła się niedbale.

Szedł w kierunku umówionego miejsca. To była jego trzecia szansa u Belli. Dla przypomnienia: za pierwszym razem olała go, a za drugim ktoś im przeszkodził... No wiecie w czym.
- Bella, hey! - krzyknął ruszając szybciej z miejsca. - Długo czekasz?
- Właśnie przyszłam. - uśmiechnęła się. - Gdzie dzisiaj idziemy?
- Dzisiaj idziemy do mnie, tam nam nikt nie przeszkodzi. - mrugnął do niej delikatnie muskając jej policzek. - Cieszę się, że znów się widzimy.
- Jeśli znów nam nie wyjdzie to będzie ostatni raz, Justin. - ostrzegła go. - Ale nie psuje Ci już humoru, ruszajmy. 
Szli ulicami Brooklinu śmiejąc się i trzymając za ręce jak stara para. Justina wciąż zadziwiał fakt, że Isabella tak na niego działa. Nie traktował jej jak zwykłą dziewczynę na jeden raz. Chciał aby to było coś więcej. Pierwszy raz czuł coś takiego wobec kobiety.
Jestem zakochany?

- Na górze pierwszy pokój od lewej, tam możesz zostawić rzeczy. - powiedział Olivier. - Mam Ci pokazać czy trafisz sama?
- Dam radę, dziękuje. - odpowiedziała stając na pierwszym stopniu.
- Zaraz do Ciebie przyjdę.
Lovato zachwyciła się architekturą budynku. Patio na pierwszym pętrze, rozmieszczenie pokoi (łącznie było ich dziewięć), dobór mebli. [Budynek] zbudowany był z czerwonych cegieł co dodawało uroku całości. Dziewczyna zastanawiała się ile osób tutaj mieszka, bo na pewno Henrie nie mieszkał tutaj sam. Gdy znalazła się na górze spojrzała w dół trzymając się za poręcz. Oszałamiający widok, pomyślała. Ruszyła ku drzwiom, które były do pokoju, w którym miała się zatrzymać. Nacisnęła klamkę i delikatnie pchnęła nimi przed siebie. Wielkie łóżko przy ścianie było pierwsze, co rzuciło się jej w oczy. Okno rościągające się przez całą długość wschodniej ściany w ciemnych ramach spodobało się jej najbardziej. Osiemnastolatka uwielbia siedzieć wieczorami na parapecie i patrzeć w gwiazdy. Położyła swój bagaż na podłodze i podeszła do okna. Chwyciła klamkę od balkonu i wyszła. Zaczerpnąwszy świeżego powietrza odwróciła się. 
- Przyniosłem Ci troszkę wody. - podał jej szklankę. - Podoba Ci się tu?
- To miejsce jest niesamowite, ile osób tutaj mieszka? 
- Około pięciu. - rzucił. - Pewnie nie uwierzysz, ale wraz z kumplami zbudowaliśmy to sami. To znaczy przerobiliśmy, bo był to kiedyś budynek jakiejś firmy. - przerwał na momencik. - Może się prześpisz?
- Wiesz co, chyba tak zrobię. Dzięki za wszystko. - uściskała go wchodząc z powrotem do pokoju.

Dochodząc do wielkiego budynku, Bieber, stanął przez swoją towarzyszką i
powiedział: 
- Tylko nie przestrasz się lekkiego bałaganu u mnie dobrze? 
- Luz, sama nie jestem porządna w tych sprawach. - uśmiechnęła się. 
Weszli do środka trzaskając drzwiami. Przeszedł ich lekki dreszcz, bo okna w kuchni były otwarte. Przeszli kilka kroków, dopóki Olivier nie zagrodził im drogi.
- A z kim to teraz się prowadzasz, Bieber? - uśmiechnął się szatańsko. - Przedstaw mnie wybrance.
- Bella, Olivier, Olivier, Bella. - rzucił od niechcenia. - Wystarczy, teraz spadaj.
Przesunąwszy kolegę ruszył w górę stając na coraz to wyższym stopniu. Złapał brunetkę za rękę i oboje wbiegli po schodach.
Ostatnia szansa Bieber, nie spieprz tego. Tylko uważaj na okoliczności, które się z tym wiążą.
Magiczny głos w głowie odezwał się pierwszy raz tego wieczoru. Killer nie wiedział jak ma odebrać tę uwagę, więc zrobił z nią jak z każdą podobną - olał to. Przed wejściem do pokoju szatyn przyparł koleżanką do drzwi i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Nie masz nic przeciwko jak wezmę szybki prysznic? - spytała po chwili ciszy. - Czuję potrzebę umycia się.
- Jasne, łazienka jest na wprost, a ręczniki znajdziesz w szafce pierwszej od ściany. - rzucił gdy Isabella dochodziła już do końca korytarza. Justin mógł wtedy patrzeć na jej pośladki, które idealnie wpasowywały się w legginsy z każdym krokiem. Jest idealna, pomyślał. Nie tracąc ani chwili chwycił paczkę papierosów leżących na stoliku i zbiegł z piętra. Odpalił papierosa i wyszedł na zewnątrz. Zaciągnął się fajką i momentalnie wyłączył myślenie. To uzależnienie odprężało go za każdym razem, czuł się wtedy dobrze. Spróbował zrobić okręgi z dymu, ale wiatr uniemożliwił mu to.
Po skończonej czynności, szybkim krokiem, wkroczył przez próg do budynku. Wbiegł po schodach na patio i wypuścił z siebie powietrze, po chwili znów je łapiąc. Pewnym krokiem wszedł do swojego pokoju i widząc jakąś postać pod kołdrą - zamknął drzwi. Na palcach podszedł do łóżka i powoli usiadł na nim.
- Bella? - spytał niepewnie. Zero reakcji. Odebrał to jako zachętę do działania. Położył się obok dziewczyny i objął ją ramieniem, żeby zdjąć pościel. Wahał się nad kolejnym ruchem, ale po chwili zastanowienia położył dłoń na jej nodze i gładził ją. Gdy jego ręka zbliżyła się okolic wewnętrznego uda dziewczyna ocknęła się i zerwała na równe nogi.
- Co do cholery?! - krzyknęła. - Justin?! Co Ty robisz?!

W tym samym czasie Brown brała odprężający prysznic, który wywołał na jej ciele krostki potocznie zwane gęsią skórką. Woda obmyła każdy minimetr jej ciała, dzięki czemu poczuła się lepiej. Wychodząc gołą stopą spod prysznica, wyciągnęła ręcznik o kolorze jasnego beżu. Przetarła wilgotne ciało materiałem i założyła bieliznę, gdy miała już ubierać dalszą część garderoby, ktoś wszedł do środka. To był Olivier.
- Jezu, przepraszam Cię! - wykrzyczał. - Naprawdę nie wiedziałem, że tu jesteś. - chłopak wycofał się najszybciej jak potrafił.
- Spokojnie, Oliv. Możesz już wejść. - słysząc pozwolenie ponownie wkroczył do łazienki. Widok tak seksownej kobiety w samej bieliźnie podniecił go. - Właśnie miałam się ubierać, ale chyba tak mi lepiej, prawda? - otworzyła ramiona i okręciła się wokół własnej osi.
- Mamciu, jesteś boska. - wyjękał.
- Może chcesz się czegoś jeszcze o mnie dowiedzieć? - spytała stawiając krok w jego stronę. - Nie bój się mnie uwieść. - oplotła swoje ramiona na jego szyi. - Nikt się nie dowie. - rękoma wodziła po jego plecach. W ostatnim momencie chwyciła go za tyłek i uwolniła go ze swoich objęć. Resztą ubrań lekko uderzyła go w plecy i wyszła z łazienki. Henrie stał chwilę oszołomiony tą sytuacją, ale do pionu zrównał go krzyk Justina.

Od autorki: Witajcie kochani... Troszkę nie wiem co mogłabym napisać w notce ode mnie, bo dawno mnie tu nie było. Blog był zawieszony, bo nie miałam ochoty nic dodawać. Jak zaczął się rok szkolny to czas też był ograniczony, ale powiem Wam szczerze, że stęskniłam się za tym. Dlatego powracam! Nowy plan na bloga, bo troszkę zmieniłam pomysł (jak zauważył ktoś - usunęłam jedną postać), nowy wygląd (mam nadzieję, że się podoba). Również zrobiłam zmiany w spisie treści, mianowicie wszystko jest rozpisane po prawej stronie u góry ekranu, a teraz dodam legendę do tego:
HOME - strona główna
CAST - bohaterowie
NEXT - informowane osoby (nicki na tt, ale również możecie zostawić mi swoje aski i tam będę Was informować)
CHAPTERS - rozdziały, spis rozdziałów

Myślę, że ciepło przyjmiecie mój powrót i będzie Was tutaj znów dużo :) Całuję, do następnego :) xo

piątek, 30 sierpnia 2013

06: Thanks for today.

- No i rozumiesz, wczoraj napisał mi tego smsa to myślałam, że padnę. Nie wiem, czy był tak wesoły, czy tak schlany, żeby to napisać, ale chyba tego nie kupuję.
- Chwila, wróćmy do mnie, okey? Co ja wczoraj robiłam? - przewóciwszy oczami złapała Cyrus za rękę.
- Kochanie, mówię Ci to siódmy raz i ostatni. Wypiłaś chyba z dziesięć drinków, bawiłaś się w towarzystwie starszych panów i jednemu zaoferowałaś upojną noc z pieniądze. - powstrzymując śmiech mówiła dalej. - Ja w tym czasie gadałam z jakimś chłopakiem. - jej zielenice rozszerzyły się do granic możliwości. Po raz kolejny nie mogła w to uwierzyć.
- Proszę, następnym razem mnie pilnuj!
- Będzie następny raz? - uniosła brwi do góry.
- Może tak, może nie, haha.

Nadeszła pora lunchu, dźwięk dzwonka usłyszała cała szkoła. Stołówka powoli wypełniało co raz więcej uczniów. Stolik przy oknie zajęły Lovato i Cyrus, tak jak miały w zwyczaju. Dzisiaj były wcześniej gdyż panna Bonheur puściła je przed dzwonkiem.
Tacka z gorącym jedzeniem leżała na stoliku parując prosto w ich twarze. Ziemniaki nakładane łyżką do lodów, dobry interes producentów: dwa w jednym, gulasz i sałatka.
- Tylko ja nie lubię tego naszego jedzenia w szkole? - odezwała się Destiny.
- Niestety chyba nie, ale lepsze to niż piątkowa ryba. - skomentowała czarnowłosa na co obydwie się rozweseliły. - Jestem taka zła, moja mama myśli tylko o sobie.
- Co? Dlaczego?
- To nie wiesz? Zatrudniła Justina jako mojego nowego ochroniarza, bo pobił się z tym typkiem, co chciał Cię przelecieć. - wywróciła oczami. - Gdyby nie Ty to nie musiałabym patrzeć na jego twarz codziennie po szkole. Wielkie dzięki, Des.
- Zawsze do usług, kochanie. - roześmiała się. - Chyba masz gościa.
Odwróciwszy się do tyłu ujrzała Josepha. Wyglądał bardzo dobrze. Zajebiście, pomyślała, czemu on musi tak na mnie działać? Czarne rurki połączył z białym t-shirtem odkrywającym bardzo umięśnione ramiona i dekolt w serek.
- Cześć mała. - uśmiechnął się serdecznie. - Miło Cię dzisiaj widzieć. - ucałował jej policzek zasiadając tuż obok niej. - Nie przeszkadzam?
- W zasadzie... - zaczęła Destiny.
- Nie przeszkadzasz. - wtrąciła Lovato. - I tak nasza rozmowa się nie ciągnie, prawda Des? - na ułamek sekundy spojrzała na przyjaciółkę spojrzeniem bardzo dobrze znanym. Ma iść.
- Tak, wiesz co? Może pójdę, pogadajcie sobie gołąbeczki. - zaśmiała się wstając z miejsca. Zabrała swoją prawie pustą tacę i torbę. - Trzymajcie się, do później Demi! - odprowadzili dziewczynę wzrokiem i znów wrócili do siebie.
- Więc powiedz, masz dzisiaj czas po szkole? - po chwili ciszy w końcu odezwał się. - Chciałbym gdzieś z Tobą wyjść, bo ostatnio nam przerwano. - ujął jej dłoń. - Co Ty na to?
Miała już wykrzyczeć na całe pomieszczenie, że się zgadza, ale opamiętała się w ostatniej chwili i pomyślała.
- Przepraszam Joe, ale dzisiaj nie. Muszę dzisiaj jechać do studia, bo mam kolejną sesję. - posmutniała.
- Jaką sesję?
- A no tak, Ty nie wiesz. Jestem modelką, tak wiem nie widać po mnie. - wzruszyła ramionami. - Aż się dziwię, że to mówię, bo nikt prócz Ciebie, Des nie wie.
- Cieszę się, że jednak mi powiedziałaś. - uśmiechnął się. Boże, jego uśmiech jest taki piękny, powiedziała w myśli Demi. - Może mógłbym się z Tobą tam wybrać? Pojechalibyśmy moim autem.
- Jasne, czemu nie. - dopiero po chwili zastanowienia odpowiedziała na pytanie.

Jeszcze minuta, jeszcze minuta, proszę niech to szybciej zleci, ugh
Czas leciał tak wolno, że Demetria mogłaby zrobić sobie szalik na drutach. Śpieszyło jej się. Nie uważała na ostatniej lekcji, nie uważała na żadnej lekcji po lunchu. Jej myśli biegały wokół czarnowłosego chłopaka. Jak to możliwe, że jej sympatia od 2 lat nagle zaczęła się nią interesować? Los się uśmiechnął? Coś zrobiła?
Joe był jedynym facetem na Ziemi, którego się nie bała. Doskonale wiedziała, że przy nim nic się jej nie stanie, że jest facetem godnym zaufania. Pomijając Justina, którego musiała akceptować ze względu na ostatnie wydarzenia.
Dzwonek dzwonka obił się jej o uszy i od razu ruszyła z miejsca. Nawet profesor Binkley nie zdążył pożegnać klasy, a ona już opuściła pomieszczenie. Justina nie było dziś w szkole, ale miał przyjechać pod budynek. Na całe szczęście gdy wyszła z niej nie zauważyła jego samochodu. Natomiast Joe już stał oparty o drzwi swojego auta.
Szła, szła dość szybkim tempem, ale jemu udało uchwycić każdy krok. Koszulka z czarno-białym tygrysem i jasne jeansy idealnie podkreślała jej talię, zaś sportowe buty na koturnie dodawały lekkiego charakteru. To jak szła w nich podobało się dziewiętnastolatkowi. Ona cała mu się podobała.
- Hej, mam nadzieję, że długo na mnie nie czekałeś. - powiedziała nieśmiało.
- Nie, jasne, że nie. - otworzył drzwi. - Wsiadaj.
Gdy oboje zasiedli na miejscach, on, pochylił się nad dziewczyną, żeby złożyć na jej policzku soczystego buziaka.
- Miło, że mnie tak witasz. - zarumieniła się. - Ale z jakiej to okazji?
- Musi być okazja? - uniósł brwi do góry. Odpalił silnik auta i znów zwrócił się do Demi: - To dokąd?

W tym samym czasie gdy Demi i Joe spędzali razem czas jadąc i będąc na sesji, Justin denerwował się niemiłosiernie.
Gdzie ta suka jest? 
Po raz setny wybrał jej numer w telefonie, ale (jak za każdym razem) odzywała się poczta głosowa.
Cześć, tutaj Demi. Wiem, że chcesz pogadać, ale jestem zajęta. Zostaw wiadomość, a na pewno oddzwonię...
- Cholera, Demi, gdzie Ty u licha jesteś? Czekam pod szkołą, spóźnimy się!

Dwie godziny później sesja trwała nadal. Przez Joego, Demi, nie mogła się skupić na swojej pracy. Jej zadaniem było promować nową linię perfum Channel. Dwa stroje miała już za sobą: czarną sukienkę z odkrytymi ramionami i czarne buty oraz krótką białą sukienkę z odkrytym wcięciem w talii i białe lity. Zostało jej tylko kilka zdjęć w czarnej sukni przed kolana, którą zdobiły kwiaty w różnych odcieniach różu i zwykłych czarnych szpilkach.
Zdjęcia wyglądały podobnie: na jednych trzymała flakonik z perfumami w ręce, na jednych psikała się nimi, a na jednych wąchała. Ponadto zrobiono jej kilka zdjęć z Jonasem, bardzo ciekawych zdjęć. To na nich Demetria miała najlepszy uśmiech, najlepszą energię.
Żeby nie tracić czasu po sesji, Lovato, nie przebrała się. Schowała ubrania do torby i szybkim tempem pobiegła do pokoju numer 109. Po każdej sesji udawała się do tej sali w jednym celu - poprawki zdjęć. Chłopak od photoshopa, Matthew, czekał na odpowiednią zachętę, żeby odpowiednio obrobić zdjęcia.
- Oh, jesteś.
- No, tak jak zawsze. - warknęła. - Tutaj masz kasę i wiesz co robić. - wyjęła z torebki gruby pęk pieniędzy.
- Spokojnie laluniu, może kasa to nie wszystko, co? - nagle wstał. - Może oczekuję czegoś więcej. - podszedł do osiemnastolatki. - Może masz wolny wieczór?
- Demi, gdzie jesteś? - dzięki Bogu w tamtym momencie wszedł Joe, gdyby nie on....
- Już idę kochanie. - odpowiedziała. - A Ty odpieprz się ode mnie, masz kasę i tyle. Rób co Ci każę.
Wyszła na korytarz i stanęła przed chłopakiem z zapytaniem na twarzy.
- Wybierzemy się do Central Parku? - w końcu spytał.
- Tak, jasne. Tylko poczekaj, przebiorę się. - wyminęła go i miała już biec, ale Jonas chwycił ją za rękę i powiedział:
- Możesz iść tak. - zmierzył ją. - Wyglądasz tak pięknie, że to mi się nie mieści w głowie. - wybuchła śmiechem.
- Kochanie, kiedyś się dla Ciebie tak ubiorę, obiecuję, ale do parku wolę iść w normalnych ubraniach. - powiedziała ciągle się śmiejąc. - Zaraz wracam.

Kiedy byli już w Cantral Parku zasiedli na ławce tuż przy fontannie. Wpatrywali się w siebie popijając wcześniej kupioną kawę. Czekoladowe oczy dziewiętnastolatka pochłonęły Demi w kilka sekund. Zatopiła się w nich niczym mała dziewczynka w przedziale z zabawkami.
- Chciałabym Ci coś powiedzieć, Joe. - nagle wtrąciła. - Coś bardzo ważnego.
- Zamieniam się w słuch.
- Chcę Ci powiedzieć to, że od urodzenia mam jakiś wstręt do mężczyzn. Boję się ich, brzydzę i nie wyobrażam zbliżenia do nich. - przystopowała na momencik. W jej oczach pojawiły się łzy.
- Czyli mam uciekać, bo potraktujesz mnie boleśnie?
- Nie, właśnie Ciebie nie. Przy Tobie czuję się dobrze, bo wiem, że nic mi nie zrobisz. Tak to dziwne, ale nie wiem czemu tak jest. - wymusiła uśmiech. - Wydajesz być się w porządku.
- Ja jestem w porządku, ale nie płacz. - otarł jej policzek. - Dziękuję, że mi powiedziałaś. To pewnie ma związek z przeszłością, co?
- Tak, ale nie będę o tym mówić, za trudne to dla mnie.
- Rozumiem, nie mów. - przysunął się do niej bliżej, objął ramieniem i ucałował we włosy. - Będzie dobrze, dziękuję, że mi zaufałaś.

Podjechali pod dom Lovato. Joeph zgasił silnik parkując na krawężniku. Spojrzał na nią, wyglądała tak pięknie.
- Dziękuję za dzisiaj. - powiedziała. - Świetnie się bawiłam. - rozpięła pas i ucałowała policzek towarzysza. Popatrzyli na siebie w milczeniu, wystarczył jeden gest, a stało się. Joe musnął jej wargi, a później połączył je ze swoimi w pocałunku. Ten oczekiwany od dawna moment, stał się prawdziwy.
- Ja też się świetnie bawiłem. - odpowiedział. Oblizawszy usta, ona, otworzyła drzwi i wyszła. Zanim zdążyła je zamknąć dodała: - kiedy powtórka?
- Jak najszybciej mam nadzieję. - uśmiechnął się. - Do jutra.
- Tak, do jutra. - pożegnała się i ruszyła ku bramie. Pchnęła drzwi i pomachała ruszającemu samochodowi. Niestety w domu było troszkę gorzej niż wcześniej. Kiedy weszła do środka budynku usłyszała jakieś krzyki dobiegające z kuchni. Położyła torbę na ramię i podeszła bliżej, żeby słyszeć rozmowę.
- Powiedz jej, bo później może być już za późno. - wrzasnął ojciec. - Odwlekasz to od osiemnastu lat. Byłem przeciwny całej tej szopce, ale Ty oczywiście wiesz lepiej!
- Słuchaj mnie, dla mnie Demi jest całym życiem. Chcę ją uchronić przed tym kłamstwem, nie najlepiej zniesie tą informację dobrze wiesz...
- Trzeba było wytłumaczyć kiedy była mała i byłoby po sprawie.
- Dla Ciebie wszystko jest takie łatwe? - zapytała sarkastycznie. - Mógłbyś tak łatwo znaleźć pracę.
- Dobrze, ale obiecaj mi, że jej powiesz.

Od autorki: Ummm, powiem, że plany na ten rozdział były troszkę inne, ale jednak jestem z niego zadowolona. Jest wystarczająco długi i moim zdaniem dobry :)
Wakacje się skończyły, czyli rozdziały będą dodawane normalnie (2 w miesiącu). Chyba, że jednak nauka w trzeciej klasie mnie przerośnie.

O czym mówiła mama i ojciec Demi? Co ukrywają? Joe i Demi? Będą parą? Co dalej zrobi Justin? Piszcie, jestem ciekawa!

Zmieniłam wygląd bloga, podoba się? Wykonała go moja przyjaciółka Venia, dziękuję Ci skarbie :)
Obok macie ankietę odnośnie następnego bloga, proszę zagłosujcie w niej :)
Chyba tyle, do następnego! See ya! xoxo

KONTAKT: ask twitter

poniedziałek, 29 lipca 2013

05: Thanks you, mom

Przepraszam, że tyle czekaliście, ale mam nadzieję, że było warto! :) 

Dziewczyna odeszła z zamówieniem od lady najciszej jak potrafiła. Jeden dźwięk mógł zwrócić jego uwagę i wpadłaby, a nie tak chciałaby spędzić resztę tego wieczoru. Miała oczywiście inne plany, aby posiedzieć nad projektem, ale Destiny jak zawsze musiała popsuć jej zamiary. Przyjaciółka zazwyczaj była tą imprezowiczką w tej znajomości. Od zawsze wyciągała Demi i zachęcała ją do tych gorszych rzeczy, których rodzice jej zabraniali, bo nauczyli ją tego, żeby postępować dobrze i według ich zasad. Czyli po wywnioskowaniu wiemy, że Lovato to nudziara.
Powracając do wydarzeń z tamtej chwili: czarnowłosa zniknęła z zagrożonego miejsca. Zaraz po wyszukaniu przyjaciółki usiadła pod ścianą razem z nią. Upiła łyk drinka i oblizała usta.
- Idziesz potańczyć?
- Ja? Żartujesz sobie? Nie umiem tańczyć. - odpowiedziała.
- I co, będziesz tak tu gnić pod ścianą? - farbowana blondynka podniosła się i wyciągnęła dłoń do Demi. - Ostatnia szansa, to jak?
- Idź beze mnie, może później dojdę do Ciebie. - wysiliła uśmiech i na chwilkę spojrzała jej w oczy. - Naprawdę jest mi tu dobrze.
- Jak sobie chcesz. - odeszła, a po sekundzie zniknęła z pola widzenia Devonne przez tłum. Łyknęła to.
Przygnębiona podciągnęła nogi pod kolana i oparła na nich brodę. Przecież tu nie pasuję, pomyślała, to nie mój styl, co tu robię? Destiny bawi się świetnie beze mnie, więc dlaczego tu ciągle jestem? Poza tym trzeba chociaż zacząć projekt, a ten dupek nawet palcem pewnie nie ruszy.
Ludzie patrzący na nią wydawali się wyrwani z innego świata. Tacy weseli, radośni i szczęśliwi. Bawili się jakby jutro miał być koniec świata. Wam też nasuwa się jeden powód? Tak, alkohol. A Demetria? Demetria była inna. Nie piła zbyt dużo ze względu na swoją matkę. W młodości wpadła w ten nałóg.*
Dianna Lovato w wieku 14 lat spróbowała pierwszy raz alkoholu. Niby nic, prawda? Niestety coraz częstsze imprezowanie i coraz większa dawka zaowocowały w nałóg. Nie mogła przestań, piła bez opamiętania. W czasie kiedy była w ciąży z Demi postanowiła zasięgnąć pomocy. Dzięki Bogu córka urodziła się zdrowa, jedyne co martwiło lekarzy to przedwczesny poród. Oczywiście matka nigdy nie wyleczyła się, bo to niemożliwe, ale starała się unikać powrotu do picia.
- Przepraszam, ale impreza rozkręca się w szybkim tempie, więc jeśli chcesz się bawić to zapraszam. - z rozmyślań wyrwał ją nieznajomy głos. Z tonacji wywnioskowała, że to mężczyzna.
- Nie mam ochoty się bawić, to nie moje miejsce.
- To po co tu jesteś? - czarne włosy to jedyne co Lovato zobaczyła u niego przy słabym świetle.
- Przez przyjaciółkę. - przewróciła oczami. - Nie pytaj.
- Jeśli zechcesz to przysiądę się, co Ty na to? - wzruszyła ramionami, a chłopak usiadł obok niej również opierając się o ścianę. - Jestem Olivier, ale mówią mi Vin. - wyciągawszy rękę w jej stronę szybko przeczesał włosy.
- Demi. - zwróciła ku niemu głowę rozpoznając natychmiast kim on jest. Niepewnie podała mu swoją dłoń.
- Miło Cię poznać, Demi. - ucałował wierzch ręki, a osiemnastolatkę przeszedł lekki dreszcz. Zaskoczył ją.
- Um, więc jak mam Ci mówić? - nasunęła pierwszy lepszy temat aby tylko nie poznał, że się denerwuje.
- Jak wolisz. - uśmiechnął się. - Mnie wszystko jedno. Masz ochotę na jeszcze jednego drinka? Ja stawiam.
- Pewnie, poczekam tu na Ciebie. - odprowadziła go wzrokiem dokładnie analizując jego wygląd. Ciemne spodnie podkreślające jego chude nogi połączył z czerwoną koszulką lekko odkrywającą jego umięśnione ramiona, na których zauważyła kilka tatuaży. Gdy w końcu skończyła obczajanie nowego znajomego wstała na skinienie jego głowy. Podeszła do lady i usiadła na jednym z krzeseł. - Więc to Twój klub?
- Yep, ale nie jestem szefem. Mój wujek jest właścicielem, a ja mam ją po nim przejąć.
- Dasz radę? - zatopiła wargi w napoju delektując się cytrynowym posmakiem.
- Dlaczego nie? Wujaszek dobrze działa, promuje firmę. Codziennie przychodzi tu większe grono ludzi. Dużo ludzi, duża forsa jak to mówią. - przystanął na chwilkę, żeby zobaczyć czy dziewczyna go słucha. - Będę musiał kogoś zatrudnić, ale na razie dajemy radę. Bywasz tu czasem?
- Byłam dwa czy trzy razy, ale nie więcej. Nie lubię takich miejsc jak mówiłam. - wzruszyła ramionami i oblizała usta po kwaśnym smaku.
- Zauważyłbym taką piękną laskę, a Ciebie widzę pierwszy raz.
- Daj spokój, co? Haha - zaczerwienione policzki wywołały u niego uśmiech przez co jeszcze bardziej poczerwieniała. - Widzisz co zrobiłeś.
- Nie rozumiem o co tyle krzyku, nadal jesteś piękna tylko bardziej czerwona, haha

Rozmowa z Hernie ciągnęła się w nieskończoność, a procenty buzowały w niej jak oszalałe. Wszystko wydawało się dosyć nierealne. Rozmawiała z chłopakiem starszym od niej o cztery lata bez większego stresu. Był wyjątkowo miły przez co Demetria czuła się przy nim dobrze. Jak przy Joe. Około północy opamiętała się i wstała na poszukiwania Destiny. Przyjaciółka bawiła się dobrze przy męskiej grupie podrygując w rytm muzyki. Po głębszym zastanowieniu się wkroczyła między nimi, aby zgarnąć blondynkę. Łapiąc kumpelkę za rękę poczuła czyjeś ręce na swojej talii i pośladkach. Podskoczyła puszczając dłoń Cyrus. Dreszcze sięgnęły zenitu, a zdenerwowanie nieco wyżej.
- E, lala. Zostań z nami. - wyburczał jeden z towarzystwa. Podniósł dłoń chcąc ponownie dotknąć osiemnastolatkę, ale wyminęła go rzucając dwa słowa: pierdol się.
Dogoniła koleżankę zaciągając ją do toalety. Wyrównując oddech przemówiła do niej:
- Słuchaj, idziemy już. Musimy wracać, rozumiesz?
- Spadaj mała, jestem już zajęta. - woń z jej ust przemówiła: za dużo wypiła.
- Des, to ja. Demi, opamiętaj się!
Idąc, ekhem raczej potykając się o swoje nogi, ślepo dotykała każdej ściany tylko aby wrócić. Nie tracąc czasu Lovato wykręciła numer swojej matki i poprosiła ją o przyjazd.
Po trzydziestu minutach w drzwiach klubu pojawiła się trzydziestolatka poszukując swojej córki.
- Dobrze, że jesteś. - przytuliła matkę i złapała za rękę przechodząc przez tłum. - Destiny jest schlana i nie wie kim jestem. Nie zamierza iść do domu.
Kolejne dziesięć minut trwało jak wieki. Czarnowłosa wraz z rodzicielką szukały w kółko Cyrus, która najwyraźniej nie miała ochoty ich widzieć.
- Tam jest! - krzyknęła. Podpierała jedną ze ścian obściskując się z jednym typkiem z tamtej grupy. Wyglądał na starszego od Dianny. - Des idziemy. - wyrywając z objęć mężczyzny wskoczyła w ramiona przyjaciółki.
- Ona nigdzie nie idzie, zapłaciłem jej. - w tym momencie oczy rozszerzyły się jej niesamowicie.
- Ona nic nie będzie robić, chodź z nią do samochodu. - wtrąciła Dianna. Zdenerwowany facet pchnął ją na kumpelki przez co kilka innych osób upadło. Zamieszanie wzrosło i temperatura również. - Oddawaj kasę suko!
Kilku chłopaków próbowało uspokoić ciemnoskórego mężczyznę, ale na próżno. W końcu ni stąd ni zowąd pojawił się Killer. Prawym sierpowym przyłożył mu w nos. Kopnął w brzuch leżącego już na ziemi faceta.
- Idźcie już! - krzyknął do trójki kobiet. - Zaraz wstanie.
Tym razem oberwało się Bieberowi: dwa kopniaki w kostki i żebra. Podniósł się szybkim tempem i oddał przeciwnikowi dwa razy bardziej. Adrenalina podskoczyła do granic możliwości. Ludzie zrobili miejsce aby nie dostać przez przypadek od któregoś bijącego się.
Po niecałych 20 minutach bójka zakończyła się zwycięstwem dla Justina. Oczywiście nie obyło się bez obrażeń dziewiętnastolatka. Obserwując wiwaty od tłumu wyszedł na dwór sprawdzić jak mają się dziewczyny i matka.
- Już po nim, możecie jechać bezpiecznie.
- Dziękuję Ci synu, bez Twojej pomocy mogłybyśmy inaczej skończyć. Muszę Ci to jakoś wynagrodzić. - zamyśliła się na moment. - Swoją drogą jesteś dobry. Może chciałbyś być ochroniarzem Demi?
- Mamo, dość już... - wtrąciła.
- Spokojnie, Demi. Ciekawa propozycja, ale w jakiej branży mam być ochroną? - zadziory uśmieszek pojawił się na jego zakrwawionej twarzy.
- Demi jest modelką, a ostatni ochroniarz odszedł z powodów zdrowotnych. Skoro widziałam Cię w akcji pomyślałam sobie, czemu nie? Spróbowałbyś?
- Jasne, czemu nie? - zaśmiał się.
- Świetnie, przyjdź jutro z moją córką po szkole to obgadamy sprawę. - uśmiechnęła się serdecznie podając dłoń chłopakowi. - Poradzisz sobie? Może Cię podwieźć?
- Oczywiście, dziękuję Pani. Proszę nie zaprzątać sobie mną głowy, dam sobie radę. - uścisnął rękę Dianny przenosząc wzrok na Lovato. - Do jutra w takim razie. Do zobaczenia Demi. - musnął jej policzek i puścił oczko w jej stronę. Doskonale wiedział jak to na nią zadziała.

* * *
Dochodziła druga w nocy, impreza trwała w najlepszym. Grupa przyjaciół opijała pierwszą, prawdziwą pracę Justina. Drink za drinkiem, fajka za fajką. Coraz mniej ludzi bawiło się na parkiecie, zaś coraz więcej wychodziło. Daren jako najbliższy facet dla dziewiętnastolatka był najbardziej dumny. Był dla niego jak brat, był zawsze przy nim od 5 lat. Teoretycznie wychował go.
Pijany szatyn zwrócił się ku drzwiom w nadziei, że wciągnie jakąś cizię do sypialni. Jednak jego uwagę przykuła piękność za oknem. Brązowe włosy układające się kaskadami na jej odkrytych plecach, zgrabne nogi i uśmiech nieznikający z jej twarzy. To była Bella. Rozpoznał ją.
- Wszystko dobrze? - spytał Olivier kładąc dłoń na ramieniu kumpla.
- Tak. - powiedział przeciągając literki. - Zaraz wrócę. - wstał od lady i ruszył ku niej. Przeczesał włosy, oblizał usta i poprawił koszulę. Musi się dziś udać, pomyślał, w końcu nie codziennie znajduję pracę. - Cześć Bella. - dwudziestolatka odwróciła się i zmierzyła chłopaka.
- Czego chcesz?
- Chciałem się przywitać, wiesz... - urwał. - Dostałem dziś pracę, może masz ochotę się przyłączyć do nas i to oblać? - wskazał na zbiorowisko przy barze.
- W sumie, czemu nie? - uśmiechnęła się. - Zaczekaj chwilę tylko pożegnam się z przyjaciółką. - odszedł kawałek dalej dziękując w duchu za ten magiczny dar, który nazywał urokiem osobistym. Dziś się uda, przekonywał się, na pewno.

Chwilę po rozmowie Dianny z Bieberem wsiadła do samochodu odpalając silnik. Zdenerwowana córka siedziała już na miejscu i nie wydawała z siebie żadnego słowa.
- Nie podoba mi się to. - pierwsza odezwała się matka. - Dobrze wiesz, że nie lubię jak kłamiesz. Mogłaś powiedzieć mi, że idziesz do klubu.
- Tak, na pewno puściłabyś mnie wtedy.
- Ale nie byłabym taka zła na Ciebie. - rzekła.
- Serio? To nie ja oferuję Twojemu wrogowi pracy. - warknęła. - Jak mogłaś?
- Nie tym tonem do matki! - kontynuowała. - On wydaje się naprawdę fajnym kolegom, może jak spędzicie więcej czasu będzie lepiej.
- Mamy już razem robić projekt, wystarczy tego czasu.
- Dobrze się składa, będziecie mieli więcej czasu aby się poznać i zrobić to zadanie!
Lovato wywróciła oczami i już do końca drogi nie pisnęła słówka.

* * * 
W końcu nadeszła oczekiwana chwila. Bella dała się na tyle otumanić aby Justin mógł ją zaciągnąć do sypialni. Czekał na to od kilku dni. Pierwszy raz kobieta działała na niego tak jak Isabella. Przyparł ciałem do niej opierając się na ścianie.
- Wydajesz się bardzo zestresowany tą sytuacją, prawda? - wyszeptała do ucha jak najbardziej seksownym głosem, aby zrobić jeszcze większe zdenerwowanie u Killera. Muskała wargami płatek uszny chłopaka, a on zawahał się, ale moment później pewnie wziął ją za pośladki unosząc do góry. Przeniósł ją na łóżko dysząc niemiłosiernie. Brown ściągnęła jego koszulkę delektując się torsem i mięśniami Biebera, zaś on nie czekał  na oklaski i wziął się za rozbieranie ukochanej.
Kiedy oboje byli już w samej bieliźnie przeszli do wymiany pocałunków. Pierwszy zaczął on: wbił się w jej blado-różowe usta i gładził podniebienie. Języki walczyły o dominację jakby tańczyły w rytm jakiejś muzyki. Chwilkę później szatyn składał całusy na ciele Belli. Szyja, obojczyk, klatka piersiowa, brzuch i z powrotem usta. Krystalicznie biały uśmiech towarzyszki dawał mu ogromną satysfakcję i chęć do przyśpieszenia tępa. Oboje byli gotowi na kolejny krok: ciemnooki rozpinał stanik kochanki, zaś ona miała ręce na jego bokserkach.
- Co do cholery?! - wykrzyczał wkraczający do pokoju wujek Henrie. - Bieber, wynocha stąd!
Zawsze ktoś w takim pięknym momencie musi mi przeszkodzić?, pomyślał.

* * *
Debil, frajer, idiota i Bóg wie co jeszcze!
Zniecierpliwiona Demetria chodziła jak na szpilkach po całym pokoju. Kiedy ten debil przyjedzie?, powiedziała do siebie, jeśli mamy zdążyć obgadać wszystko z mamą i pojechać na sesję musi już tu być, ugh! W tamtym momencie usłyszała dzwonek do drzwi.
Dzięki Bogu.
Zbiegła do przedpokoju i stanęła oparta o ścianę. Wszedł ze sztucznym uśmiechem całując jej matkę w dłoń. Amator, pomyślała. Kiedy ruszył ku niej stanęła prosto wpatrując się w ciemne oczy. Miał już musnąć jej policzek kiedy wyminęła go i ruszyła z mamą.
- Także Justin, Twoja robota to ciągłe bycie pod telefonem gdyż prawie zawsze sesje, wywiady i takie rzeczy się przeciągają. Również musisz posiadać auto, najlepiej sportowe i być na każde, no prawie każde, zawołanie mojej córki. Da się zrobić? - urwała na moment. - A no i płacę gotówką. Myślę, że 2 tysiące miesięcznie wystarczy.
- No pewnie! Moje auto stoi na podjeździe. Może Pani je obejrzeć i ocenić. - jak powiedział, a jego oczy rozszerzyły się jak nigdy.
Audi R8 w panterkę, skąd on takie rzeczy ma?

Godzinę później
- Nie chcę abyś tam wchodził, jasne?
- Dlaczego? - spytał.
- Bo nie, nie musimy spędzać tak czasu jak myśli moja matka. - odpowiedziała.
- Jak sobie życzysz, skarbie.
- Nie mów do mnie skarbie, ile można mówić? - warknęła. Wybiegła z samochodu jak poparzona, a chłopak zaśmiał się pod nosem. Zabawne, pomyślał, jaka ona żałosna. Mimo zakazu postanowił podglądać ją. Zaczekał chwilę i po 15 minutach schował telefon i portfel do kieszeni. Zatrzasnął drzwi i zamknął zamki ruszając ku budynkowi, który należał do agencji Beauty Killers**. Kto by się spodziewał, pomyślał, ona modelką? Pchnął drzwi wchodząc do środka. Znalazł windę i wcisnął przycisk z 5. Pani Lovato wspominała mu coś, że piąte piętro należy do Demi. Schował się zza framugą drzwi i zobaczył czarnoskórego mężczyznę z aparatem. Ślinił się na widok pozującej osiemnastolatki. Z tego co zauważył dzisiaj promowała firmę Michaela Korsa. Kreacje były w czerni i bieli. Jednak pomimo zainteresowania koleżanką nie mógł spuścić wzroku z fotografa. Wydawał się znajomy.

- Mówiłam Ci coś, Bieber kurwa! - wydarła się na cały samochód, prawdopodobnie osoby dookoła, które również stały w korku, też słyszały jej krzyki. - Miałeś nie wchodzić, a Ty co? Zawsze robisz wszystko na przekór?!
- Nie wściekaj się już, dobra? Chcę Cię ostrzec. Ten koleś wydaje mi się znajomy.
- Ostrzec przed czym? To mój nowy fotograf, wyluzuj już. - przewróciła oczami powracając do zabawy telefonem.
- Dobra, jak sobie chcesz, ale żeby potem nie było. - dodał. - Wszystko co jest ze mną znajome, wspólne albo coś to jest złe, dobrze wiesz. Nie będę już ratował Ci dupy, bo to nie moje zadanie.
- Co Ty ostatnio jesteś taki bohaterski, co? - warknęła. - Najpierw bijesz się za mnie, teraz ostrzeżenia.
- Słuchaj suko, nie podoba mi się ten ton, jak nie chcesz gadać, bo masz okres mów, a nie wyżywasz się na mnie!
- Wysiadam. - dodała próbując otworzyć drzwi. - Otwórz te drzwi idioto! Nie pozwolę sobie aby ktoś nazywał mnie suką, a już na pewno nie Ty!
- Nigdzie nie idziesz, słonko. Twoja mamusia mogłaby mnie zwolnić dlatego dowiozę Cię do domku czy tego chcesz, czy nie.

* * * 
Przed snem, jak za każdym razem, próbowała dodzwonić się do brata, lecz na próżno. Kolejny raz włączyła się poczta, kolejny raz poleciały łzy i kolejny raz odezwała się tęsknota za nim. Ale tym razem zamiast użyć ulgi w bólu - wzięła swój zeszyt i długopis. Zaczęła pisać, tworzyć i bazgrać na szorstkich kartkach pamiętnika.
There's a boy, lost his way, looking for someone to play
There's a girl in the window tears rolling down her face
We're only lost children, trying to find a friend
Trying to find our way back home
Miała nadzieję, że napisana piosenka pomoże jej poradzić sobie z emocjami, ale jednak na nic. Powoli wstała i ruszyła do szafki. Trzymała w ręku pudełko z metalowym sprzętem, który dobrze znała. W tym momencie usłyszała dzwonek wiadomości tekstowej. Podbiegła sprawdzić od kogo dostała smsa. Nadzieja, że to Logan, sięgnęła zenitu. 
Przepraszam za dziś słoneczko, nie gniewaj się na mnie. Nie umiem mieć Cię na sumieniu. B xoxo
Mam wielką ochotę spakować walizki i wyjechać, do Ciebie. Mam ochotę zrobić kolejny raz sobie krzywdę, ale będę silna, dla Ciebie. Mam ochotę poddać się emocjom, ale trzymam się, dla Ciebie. Widzisz ile dla mnie znaczysz? Chodź tu do mnie, przytul mnie. Już nigdy nie pozwolę Ci odejść braciszku. 

Od autorki: jak wspomniałam na początku: przepraszam! Najdłuższy rozdział, ale się nie przyzwyczajać proszę :)
Nie mam pojęcia jakim cudem to się stało, ale mam 12,500 otworzeń bloga! Nawet nie wiecie jak bardzo mnie to cieszy, to daje mi kopa w tyłek kiedy nie chce mi się pisać.
*W prawdziwym życiu Dianna - matka Demi - nie wpadła w alkoholizm!
**Ta nazwa jest wymyślona przeze mnie, możliwe, że coś takiego istnieje, ale nie sprawdzałam tego.

Następny rozdział POWINIEN pojawić się pod koniec sierpnia jak przyjadę znad morza :)
W razie czego to możecie pisać na twittera albo aska.

KONTAKT: twitter ask

piątek, 31 maja 2013

04: I'm a hard-ass. I am not bewailing over animals or humans. I am Killer.

Kolejny nieudany dzień, kolejna noc w klubie, kolejny drink i kolejna laska. Czy tak miało wyglądać jego życie do końca? Czy co wieczór miał siedzieć przy barze i wypatrywać jednorazowych sztuk?
Ona jest niezła
Powiedział do siebie. Justin spojrzał na nią jeszcze raz upewniając się, czy jest właściwą zdobyczą na dzisiejszy seks. Przeczesał włosy i ruszył w jej kierunku. Bez żadnego słowa usiadł obok niej opierając się o stół na łokciach. 
- Hey baby. - zaczął rozmowę patrząc zalotnie w jej czekoladowe oczy.
- Odwal się, co? - warknęła próbując wypchnąć go z siedzenia.
- Daj na luz, ok? Chciałem się tylko przywitać. - usiadł jeszcze bliżej dziewczyny usiłując objąć ją ramieniem. - Jestem Justin.
- Super, ale mnie to mało interesuje, wiesz? Także jak już skończyłeś to tam są drzwi. - wskazała za siebie, gdzie znajdowały się wielkie szklane drzwi.
- Widzę, że nie jesteś łatwa. - oblizał wargę dla rozluźnienia atmosfery. - Już Cię lubię.
- Świetnie, coś jeszcze?
- Rozumiem, że zdajesz sobie sprawę, że jeśli nie dasz mi sobie postawić drinka to nigdzie Cię nie puszczę, tak? - uniósł brwi do góry, a podirytowana brunetka machnęła ręką na znak, że jej wszystko jedno. Bieber kiwnął do Oliviera, żeby podał im napoje. Kiedy czarnowłosy przyniósł szklane naczynie z alkoholem oboje wzięli łyk. Kumpel oczarowany dwudziestoletnią pięknością ledwo odszedł od stolika aby wrócić za bar. - Więc jak masz na imię?
- Bella. - w natychmiastowym trybie wypiła zawartość szklanki zalotnie poruszając brwiami. Przysunęła się bliżej i pozwoliła Justin'owi objąć siebie ramieniem.
Drink zawsze działa.
Znów mówił w myślach śmiejąc się łobuzersko. Rozkoszował się chwilą gdy dziewczyna pokładała się w jego ramionach. Nawet nie spodziewał się do czego zaraz doszło. Isabella delikatnie dotknęła jego biceps pnąc się w górę. Opuszkami palców gładziła policzek Killer'a, a chwilę później składała na nim łagodne pocałunki. Chłopak nie hamował się z emocjami buzującymi w jego środku. Brown była jedną z dziewczyn, które Justin pragnął bardziej niż kogo innego. Jeśli wiecie o czym mówię... Chodzi tu o czysty seks, bez zobowiązań w tym ją pragnął.

- Cześć tutaj Logan, niestety teraz jestem zajęty, ale jeśli chcesz zostaw wiadomość, a na pewno ją odsłucham! - po raz setny usłyszała jego pocztę głosową w słuchawce telefonu.
- Cholera! Dlaczego teraz? - zaklęła pod nosem kopiąc w ścianę. - Akurat teraz nie możesz gadać, serio? - zjechała po ścianie chowając twarz w rękach. Wybrała ponownie numer brata i czekała aż odbierze. Pudło. Znów sekretarka. - Logan, proszę Cię zadzwoń do mnie. Znowu pokłóciłam się z tym staruchem. Potrzebuję Twojej obecności, Twojego ciepłego słowa. Kocham Cię, Demi.
Niechętnie rozłączyła się rzucając telefon na łóżko. Popatrzyła na swoje ręce - były czyste. Bez żadnego podkładu, fluidu, pudru. Bez tony bransoletek. Widziała tysiące kresek, niektóre były brązowe, niektóre różowe.
- Czas zapomnieć. - sięgnęła ręką do szuflady, z której wyciągnęła małe pudełeczko pełne srebrnych urządzeń. - Wiem, że nie powinnam, ale muszę. Przepraszam Logan. - powiedziała sama do siebie przykładając żyletkę do ciała. Ostre narzędzie wbiło się w jej skórę, a jednym ruchem w prawo dokonało większe cięcie. Kropla krwi spłynęła na drewnianą podłogę, a za nią kolejna i kolejna. Kolejne cięcie, kolejny ból, kolejna ulga. Tysiąc problemów, tysiąc zmartwień - jedno rozwiązanie.
- Demi, wszystko dobrze? Słonko? - zerwała się na równe nogi słysząc głos matki. - Demi jesteś tam?
- Tak, wszytko w porządku mamo! - pobiegła po ręcznik do własnej łazienki. Wycierawszy podłogę opatrzyła swój nadgarstek. Założyła na niego bransoletki i zaniosła zakrwawiony kawałek materiału z powrotem do łazienki, wrzuciła do wanny zalewając wielką ilością wody wraz z proszkiem (pralka była na dole).
Pięknie, Demi. Logan nie będzie zadowolony, znów to zrobiłaś... Jesteś z siebie dumna? 
Sumienie Lovato odezwało się jak za każdym razem gdy się cięła.


Zdenerwowany Bieber przekroczył próg swojej miejscówki w ciemnej kamienicy. Trzasnął drzwiami powodując, że wszyscy obecni podskoczyli na sofie. Bruno, Dylan i Sonny.
- Yo, Bieber. Wszystko okey? - odezwał się Sprouse.
- Nic nie jest kurwa dobrze.
- Może chcesz pogadać? - dodał.
- Nie chcę kurwa gadać! - rzucił kluczyki auta w kąt i wbiegł na górę po schodach.
Wielka kamienica była cała dla gangu. Daren i Olivier odpowiednio zajęli się remontem budynku i zrobili z niego dwu piętrowe siedlisko dla kumpli. Z 'salonu' wchodziło się na górę gdzie były poszczególne pokoje każdego chłopaka. Drugie piętro było zrobione w stylu patio, czyli gdy wychodziło się z pokoju był okrągły korytarz, a jak spojrzało się w dół widziało się piętro niższe. Wszystko było zrobione z cegieł i betonu, ale przyjaciele zadbali o drobiazgi i za sprawą kilkudziesięciu tysięcy zrobili to miejsce na tak zwane bóstwo.
- Ten chłopak jest jakiś niedorobiony. - odezwał się Mars. - Bez obrazy dla niego, ale odkąd jest z nami robi ciągłe problemy.
- Jednak obraza była, pedale! - rzucił Justin wchodząc do swojego pomieszczenia. Rzucił się na niezaścielone łóżko krzycząc w poduszkę. Bił się z myślami, czy przypadkiem nie wygląda na dzieciaka. Pierwszy raz spotkał się z dziewczyną, która go wystawiła.
- Jus, wszystko w porządku? - zza drzwi odezwał się Daren. - Zachowujesz się jakbyś miał okres. - zaśmiał się pod nosem.
- To nie było śmieszne, stary. - usiadł na skraju łóżka nerwowo poprawiając włosy. - Pierwszy raz jakakolwiek dziewczyna zabawiła się mną, a nie ja ją. Rozumiesz?
- Opowiedz o tym, pomogę Ci. - zaoferował mu pomoc jak za każdym razem. - Od tego jestem.
- Więc dziś w szkole gdy spóźniłem się na francuski Bonheur powiedziała, że znajdzie mi do pomocy kogoś z klasy, bo przez nasze sprawy skłamałem, że nie radzę sobie z tym przedmiotem. Pytała o oceny jakby co. - aby zyskać na czasie podrapał się w szyję. - Jestem pewien, że da mi Lovato, bo ona ma ten język w małym palcu.
- I to o to chodzi?
- Daj mi skończyć. - warknął. - Również z tą szmatą robię projekt na angielski, a dodatkowo do tego dzisiaj w klubie niejaka Bella wykorzystała mnie. Postawiłem jej dwa drinki, a ona zaczęła mnie całować, więc myślałem, że już coś z tego wyjdzie, że ona poprawi mi humor, a później tak po prostu odepchnęła mnie i powiedziała, że jestem dla niej za młody. Rozumiesz? Przecież ja wyglądam na więcej niż na swój wiek, prawda?
- Przynajmniej wiesz jak się czują te dziewczyny gdy je wyruchasz i opuścisz. - urwał. - No może nie w takim stopniu.
- Ale ja to ja, tak? Po za tym mnie nie rozumiesz, bo masz Sonny. Ja nie umiem być w związku, a Ty możesz sobie ją dymać całe dnie.
- Ugh, Bieber! Tu nie o Sonny i mnie chodzi! Zastanów się czasem! Nie bądź pieprzonym dupkiem wobec innych, bo to odwróci się do Ciebie, zobaczysz. Nie dziś, nie jutro, ale za kilka dni albo lat. Karma, wiesz co to jest?
- Wierzysz w takie bajki? - zaśmiał się.
- Bieber, robię to dla Twojego dobra, myśl na przyszłość, a teraz to przemyśl. Czekamy na dole. - zniknął z pomieszczenia, a szatyn wstał z papierosem i wyszedł na balkon.
- Tak, tego mi było trzeba. - powiedział zaciągając się fajką.

Następny dzień
This one is for the boys with the boomin' system, top down, AC with the coolin' system 
Dźwięki Super Bass obudziły czarnowłosą o 5 nad ranem. Nie wyłączając budzika wstała przecierając swoją wolną od makijażu twarz. Zakładawszy kapcie na nogi ziewnęła i spojrzała na swój nadgarstek. Zaschnięta krew, dookoła różowa skóra, a obok blizny, milion blizn. To samo widziała na swoich udach i brzuchu tylko to było mniej widoczne.
When he come up in the club, he be blazin' up  
Got stacks on deck like he savin' up  
And he ill, he real, he might gotta deal  
He pop bottles and he got the right kind of bill  
He cold, he dope, he might sell coke  
He always in the air, but he never fly coach 
Idąc do szafy rapowała razem z Nicki. Na tamtejszy dzień wybrała szarą bluzę z pandą i czarne spodnie z dziurami na kolanach. Udając się do łazienki śpiewała dalszą część piosenki. Nalała wodę do wanny i troszkę płynu o zapachu mleka, miodu i czekolady.
He a mothafuck'n trip trip, sailor on the ship ship  
When he make it drip, drip kiss him on the lip, lip  
That's the kind of dude I was lookin' for  
And yes you'll get slapped if you're lookin' hoe  
I said, excuse me you're a hell of a guy  
I mean my, my, my, my like pelican fly 
Zanurzyła się w wodzie zakładając słuchawki na uszy. Odprężenie poziom hard - tak mówiła.
I mean, you're so shy and I'm loving your tie  
You're like slicker than the guy with the thing on his eye, oh  
Yes I did, yes I did, somebody please tell him who the eff I is 
I am Nicki Minaj, I mack them dudes up, back coupes up, and chuck the deuce up 
Minaj to była jedyna raperka, którą Demi słuchała. W szczególności, że słuchała dość dużo rapu, a sama też komponowała piosenki (nie tylko rap).
Gdy wyszła z wanny opatuliła się szczelnie ręcznikiem powyżej piersi. Włosy szybko wysuszyła do minimalnie wyczuwanej wilgoci i związała w wysoki kok. Na poszczególne miejsca na twarzy nałożyła fluid maskujący niedoskonałości. Dobór kosmetyków nie był prosty, bo miała bardzo jasną karnację, niemalże białą. To przez niedowagę - powtarzała jej matka, ale zawsze miała to daleko w poważaniu.
Chwilę później na powiekach były kreski eyelinera, a na ustach czerwona szminka. Gdy ubrania były już na niej wyperfumowała się swoimi ulubionymi perfumami i po raz drugi użyła fluidu. Tym razem do zakrycia ran na ręce.
Chwyciła jedno jabłko i jogurt chowając je do torby. Do ręki wzięła kluczyki od auta i ruszyła w stronę wyjścia. Zegarek wskazywał godzinę 7:10. Idealnie. W przedpokoju założyła na nogi czarne buty, a okulary z szafki założyła na czubek głowy.
- Mamo wychodzę! - rzuciła przez ramię zamykając za sobą drzwi.

Równo o 7:50 podjechała swoim białym mercedesem pod budynek szkoły. Wzięła głęboki oddech i przygotowała się na dzisiejszą masakrę.
Powracając do wydarzeń z tamtego dnia. Wychodząc z auta wzięła z siedzenia pasażera swoją torbę i dwulitrową butelkę wody, którą zakupiła po drodze. Zatrzasnęła drzwi samochodu i zamknęła zamki pilotem przy kluczach. Na chwilę zamknęła oczy i wzięła kolejny oddech.
- Będzie dobrze.

Podeszła na palcach do wysokiego czarnowłosego i zakryła mu oczy. Przygryzając wargę czekała na jego reakcję, którą było to, że wziął ją na ręce i zakręcił wokół własnej osi.
- Przepraszam Cię za mojego ojca, jest okropny. - przewróciła oczami wciąż patrząc na niego.
- Możemy zawsze przyjść dziś do mnie. - przybliżył swoją twarz. - I dokończyć to.
- Dzisiaj odpada. Dziś muszę pójść z moim jakże leniwym partnerem do domu i robić projekt na angielski. - posmutniała wysuwając dolną wargę na zewnątrz.
- Który to?
- Bieber. - odpowiedziała od niechcenia.
- Uuu, to powodzenia mała. - z powrotem postawił ją na ziemi muskając jej policzek. - Do zobaczenia.
Osiemnastolatka stała kilka sekund w bezruchu dopóki jej przyjaciółka nie przyleciała (dosłownie).
- Co to było? Chodzicie już? Pocałował Cię? Demi do cholery jasnej mów mi takie rzeczy!!! - wykrzyczała jej prosto w twarz.
- Des, uspokój się dobrze? Nic między nam nie ma. Prawie się pocałowaliśmy, ale to nic takiego.
- Chwila, jak to prawie się całowaliście? - w jej oczach pojawiły się iskierki. - Czemu prawie? Co się stało?! - złapała przyjaciółkę za ramiona. - Opowiadaj!
- Mój ojciec nam przerwał. Potem się z nim kłóciłam, ale nie mówimy o tym. - usiadła na szkolnej ławce tuż przy kasie biologicznej. - Powiedz jakie masz na dzisiaj plany?
- Dzisiaj idę na imprezę. - powiedziała dość opanowanie.
- A gdzie?
- U Oliviera jest. Piszesz się na to?

Zegarek wybił godzinę szesnastą, a chwilę po nim dzwonek wybił koniec lekcji. Klasa 2F wybiegła z budynku szkoły w przeciągu 10 minut. Demetria i Destiny wyszyły jako ostatnie gdyż musiały zabrać rzeczy ze swoich szafek. Wychodząc głównymi drzwiami wiatr rozwiał im włosy przez co każdy na nie spojrzał.
- Do później, Dee. - ucałowawszy policzek przyjaciółki Cyrus wsiadła do samochodu i odjechała.
Dziewczyna odprowadziła kumpelę wzrokiem po czym zaczęła szukać Justina. Chciała mieć już z głowy ten projekt, było to dla niej jak piekło.
- Tutaj jestem, skarbie. - głos chłopaka przeraził ją, bo sam fakt, że stał za nią przyprawiał ją o mdłości. - Jestem aż taki straszny?
- Nie rób tego więcej i nie mów do mnie skarbie. - zakładając okulary na nos poprawiła swoje czarne włosy za ucho. - Idziemy?
- Myślałem, że pojedziemy Twoim autem.
- Jak widzisz auto pożyczyłam przyjaciółce, także idź już. - pchnęła go do przodu, żeby nie rozmawiać z nim już dłużej.
Droga dłużyła jej się niesamowicie, mimo to, że do szkoły daleko nie miała. Szli w ciszy. Niezręcznej ciszy. Justin podziwiał coraz to bogatsze domy, bo w stronę Manhattanu zawsze tak było. Jednak najbardziej interesowało go to jakie auto mają właściciele. Kiedy on zachwycał się tymi rzeczami Demi śmiała się pod nosem.
- Co Cię bawi? - uniósł brwi ku górze.
- Twoje zachowanie, naprawdę aż tak podnieca Cię to wszystko?
- No przepraszam, że w mojej dzielnicy nie ma takich aut, wiesz? Queens to dosyć nieciekawa pod tym względem dzielnica, więc kiedy mogę - jaram się. Proste? Może kiedyś będę miał takie cacko, kto wie.
- To nie droga spawa. - rzuciła.
- Dla Ciebie może tak.
- W takim razie jak masz zamiar mieć taki wóz? - ciągnęła dalej.
- Mam swoje sposoby. - potarł rękoma. - Nie Twój interes w tym, laleczko.
Przewróciwszy oczami popatrzyła na wysoki wieżowiec. Najprawdopodobniej znajdowały się w nim najróżniejsze biura i zakłady. Bardziej zainteresowało ją to, co działo się obok budynku. Mianowicie pudełko, które się ruszało. Piszczało i Bóg wie co jeszcze.
- Co do cholery? - powiedziała do siebie biegnąc jak najszybciej. Klęknęła tuż przy owej rzeczy. Zdjęła karton i rozwiązała worek, w którym 'to coś' siedziało. Chwilę później z torby wyszedł mały, biały pies. Cały brudny i przestraszony. Serce dziewczyny połamało się na kilkadziesiąt kawałków. Szybko wyciągnęła ze swojej torby sweter, którym owinęła zwierzę. Z jej oczu popłynęły pojedyncze łzy. Nie mogła znieść widoku takich zwierząt. Wolała by być gwałcona do końca życia niżeli miałoby cierpień jedno zwierze - tak mówiła.
- Serio? - powiedział Killer obserwując tą całą sytuację.
- Masz z tym jakiś problem, kolego?


Dopóki oboje nie weszli do domu Demetria zwracała uwagę tylko na psa. Gadała do niego, że się nim zaopiekuje, że będzie tylko dla niego. Po drodze kupiła mu jedzenie i wszystkie potrzebne rzeczy.
- Lovato, uspokój się. To tylko pies. - powiedział siadając na kanapie. - Zajmijmy się projektem. Zrobiłaś coś wczoraj?
- Nie, nie miałam czasu. - skłamała. - Zaraz przyjdę do Ciebie tylko dam mu jeść. - otworzyła zakupione jedzenie marki Pedigree. - Masz słoneczko, jedz. - powiedziała głaszcząc go po grzbiecie.
- Wróciłam. - powiedziawszy to usiadła w fotelu. - Co planujemy?
- Miałem zapytać to Ciebie. - zauważył to, że patrzy się w przestrzeń, a nie na niego. - Halo, Lovato?
- Czego Bieber?
- Skupmy się na tym, żeby mieć to z głowy, dobrze?
- Jak chcesz. - urwała na chwilkę. - Słodki jest, nie?
- Kto?
- No nie ty, Bieber. - rzuciła mu groźne spojrzenie. - Mówię o nim. - wskazała na psa, który chwilę później oblizywał się na dywanie w salonie, gdzie oboje siedzieli.
- Pies jak pies, dupy nie urywa, a staniki nie latają.
- Nie wierzę, że nie poruszył Cię jego los. Ktoś go najprawdopodobniej pobił, wsadził do worka i wyrzucił, a Ty tak po prostu olewasz to?
- Jestem twardzielem, nie użalam się nad zwierzętami, ani ludźmi. Jestem Killer. - ostatnie słowa wypowiedziane z jego ust sprawiły, że na skórze Devonne pojawiła się gęsia skórka.
- Mówisz to jakby to była dla Ciebie codzienność.
- Bo tak jest, laleczko.
- Nie mów tak do mnie! I mówię to ostatni raz.
- Okey, laleczko. Już nie będę. - mrugnął do niej, a czarnowłosa jedynie przewróciła oczami.
- Jakieś imię muszę mu dać.
- Nie chcę Cię martwić, ale to dziewczynka, a nie chłopczyk. - wtrącił.
- Skąd to niby wiesz?
- Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że płeć męska posiada takie coś jak penis, a ten pies tego nie ma. - stwierdził czekając na jej reakcję.
- Z reguły nie chodzisz na biologię, więc myślałam, że o tym nie wiesz. - syknęła.
- Te tematy nie są mi obce, uwierz.
Czując wibracje w swoim telefonie wyjęła go z kieszeni i odczytała wiadomość od przyjaciółki.
W przeciągu 30 minut powinnam się wyrobić i być już u Ciebie, mam nadzieję, że nie zmieniłaś zdania i idziemy na imprezę, hm? :) xo
Uśmiechnęła się na samą myśl o tym, że zobaczy pijaną Destiny.
- Chłopak? - z przemyśleń wyrwał ją głos szatyna.
- Co? - ocknęła się. - Nie Twój interes, może tak.
- Czyli nie. Ha! - rozleniwił się na kanapie. - Laleczko, która godzina?
- Osiemnasta dochodzi.
- Muszę się zbierać. Wiem, że w tym momencie Twoje życie straciło sens. - zaśmiał się.
- Przestań być wszystkiego taki pewien, frajerze.
- Ahh, groźna Lovato. Aż czekać jak wsadzą Cię do pierdla. - roześmiał się na cały dom. - Zrób później początek projektu chociaż, dobrze?
- Co ja jestem? Mam plany!
- Po dobranocce idziesz spać? Przepraszam, nie wiedziałem.
- Wychodź już! - warknęła popychając go w kierunku drzwi. - Jesteś okropny!
- A buzi dostanę? - powiedziawszy to zrobił dzióbek, który chwilę później dotykał drzwi od domostwa Lovato. - Popamiętasz mnie szmato!
Kretyn.

Od 10 minut czekała na Cyrus w swoim samochodzie. Szykowała się na imprezę, na którą szła ze względu na Oliviera. Chłopcy, co oni potrafią zrobić z dziewczyną w jej wieku?
- Dess, chodź już! - wykrzyczała przed okno, przy którym po chwili pojawiła się blondynka. - Wsiadaj już.
- A Ty pojedziesz tak? - zmierzyła ją wzrokiem, była ubrana dokładnie tak samo jak w szkole.
- Nie jadę na pokaz mody, a jadę tam tylko dla Ciebie. Ty masz zabłysnąć kochanie.
- Ale wypadałoby chociaż inny makijaż zrobić, baby.
- Daj spokój. - powiedziała odpalając silnik. - Wskakuj!
Obydwie siedziały w samochodzie gdy samochód ruszył. Demetria włączyła radio, a z głośników wydobył się dźwięk piosenki Run The World (Girls) od Beyonce. Jak przystało na czarnowłosą - podśpiewywała pod nosem tekst singla. Po upływie kilku sekund dołączyła do niej kumpela.
- Jesteśmy. - powiedziała wyciągając kluczyki ze stacyjki. - Baw się dobrze.
- Nie, nie. Koleżanka idzie ze mną! - pociągnęła ją za sobą gdy tylko znalazła się po stronie kierowcy.
- Ale, no ja nie mogę!
- Dlaczego? Hm? - Devonne rozejrzała się dookoła, aby znaleźć jakikolwiek pretekst, ale jej się nie udało. - Chodź! - otworzyła drzwi wpychając dziewczynę do środka.
Zestresowana i poddenerwowana osiemnastolatka stanęła w centrum klubu, a wszystkie spojrzenia patrzyły właśnie na nią. Nim się zorientowała, że nie ma drogi ucieczki - uległa Hope*. Podeszła bliżej baru i zamówiła dwa drinki dla siebie i jej. Patrząc w swoją lewą stronę nie mogła uwierzyć, co właśnie widziała.
Co on tu robi? - pomyślała.


~~~
Dobry wieczór kochani! Witam Was z nowym rozdziałem, jak go oceniacie? Bardzo mi się podoba ta notka, bo od teraz będzie więcej akcji. Wydarzenie na tej imprezie dużo zmieni.
Obczajcie bohaterów, bo są już w całości :)

Jak myślicie: kogo Demi spotka w klubie? Co się stanie na imprezie? Jak da na imię psu? :D Piszcie!

* Hope - drugie imię Destiny. Nie byłam pewna, czy załapiecie :)

Nie wiem jak mam Wam dziękować, ale od ostatniego rozdziału statystki podniosły się prawie o 4 tysiące! Ten blog czyta ponad 30 osób (tyle informuję) i to aż z 8 państw! Nie wiedziałam, że będę aż tak czytana! To wiele znaczy, naprawdę. Gdyby nie Wy - nie pisałabym tego. Dziękuję z całego serca :)

Następną sprawą są komentarze - informuję ponad 30 osób, więc oczekuję ponad 20 komentarzy, ale nie ":)" albo "super" tylko Waszej opinii! Jak Wam się podoba, czego oczekujecie i tak dalej, więc może pobijecie te 26 komentarzy w pierwszym rozdziale? Hm? Zróbcie to dla mnie :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Dziękuję jeszcze raz i do następnego! W razie jakichkolwiek pytań - ask :)
Kontakt: ASK TWITTER FACEBOOK

+ serdecznie zapraszam Was na tłumaczenie mojej przyjaciółki @xffondue! Jest naprawdę dobre, polecam Wam, więc jeśli macie czas to przeczytajcie - warto! Zostawcie też coś po sobie! :) KLIK

wtorek, 7 maja 2013

03: I hate him so much.


- Niech reszta uczniów wyciągnie karteczki z pudełka. Na nim podane są stany do Waszych prac. - ogłosił na całą salę Binkely. 
- Wszyscy to wiedzą, psorze. - wtrącił jeden z uczniów. Momentalnie w klasie ucichło, a nauczyciel wskazał na śmiałka, który chwilę później odpowiadał za swój długi język. 
- Powracając do tematu, każde z Was ma dobraną parę i razem losujecie jedną kartkę, na której jest nazwa tego stanu. Trzy pary mają już wylosowany, ponieważ zostały u mnie po lekcji. - poprawiając swoje okulary podszedł do każdego z plastikowym przedmiotem. - Przypominam, że to jest Wasza wspólna praca, którą chcę otrzymać za równe dwa miesiące od tego tudzież dnia. 
Demetria przyglądała się wszystkiemu z przedostatniej ławki. Wpatrzona w całą scenkę siedziała cicho co jakiś czas posyłając spojrzenie przyjaciółce siedzącej obok. 
- Zaraz dzwonek, misiu. - usłyszała jej głos. Miała rację. Chwilę po poinformowaniu o przerwie zadzwonił dzwonek. - Jak było po lekcjach z panem Bieber'kiem? Haha! 
- Nie zostałam, on chyba też nie. - odparła. - A czemu pytasz? 
- Z czystej ciekawości. - dochodząc do swoich szafek dziewczyny rozmawiały o następnej lekcji, czyli francuski. 
- Znowu będziesz pół lekcji gadać z Bonheur? - wywróciła oczami Destiny. 
- O co Ci znowu chodzi? - otwierając szafkę zilustrowała blondynkę. 
- Zawsze nawijacie po francusku pół lekcji, a reszta klasy się nudzi, czyli pisze i wariuje, co jest z jednej strony dobre...
- No właśnie, więc nie marudź już! - wyciągnęła z szafki szary zeszyt z napisem french. Dziewczyna lubiła lekcje z profesor Bonheur. Język francuski to język miłości, który sprawiał, że miała ochotę przychodzić do szkoły. - Boże, to dzisiaj Bieber przychodzi po szkole do mnie. - osiemnastolatka złapała się za głowę kręcąc nią z niedowierzania. - Dlaczego mnie to spotyka? 
- Nie pozwolił profesor na zmianę? 
- Powiedział, że wtedy musiałby każdemu zmienić partnera, a tego nie chce. - zamknęła drzwiczki swojej szafki opierając się o nią. - Mam dość tego kolesia, całe życie już go znam i mam dość jego twarzy i wszystkiego z nim związanego!
- Wyluzuj Demi, to tylko projekt. Odwalicie to i po sprawie. - pocieszyła.
- Naprawdę? Naprawdę myślisz, że na góra dwóch spotkaniach się skończy? - uniosła brwi do góry. - Znasz mnie, chcę mieć dobre oceny. Szczególnie z angielskiego, bo to jest moja słaba strona, a umowa z moją mamą na temat szkoły i modelingu znasz. Najpierw szkoła, a potem przyjemności, więc jak tylko dowie się o niższej ocenie jak dostateczna to mam szlaban na te wszystkie sesje. Więc jeśli temu zasranemu dupkowi nie będzie się chciało robić tego zasranego projektu to zrobię to sama! - powiedziała na jednym wdechu.
- Tylko Ty się napracujesz, a on zbierze laury, a to będzie nie fair. - obydwie udały się pod właściwą klasę i weszły do środka. Nauczycielka zawsze siedziała w czasie przerw, żeby nadrobić kilka spraw telefonicznych oraz rubryki w dzienniku.
- Bonjour Madame Bonheur. - odezwała się panna Lovato. - Jak się pani miewa?
- O witajcie, dziewczęta. - spojrzała na obydwie spod swojej grzywki. - Dziękuję, całkiem dobrze. - uśmiechnęła się dokonując obliczeń na kalkulatorze.
Vanessa Bonheur to niska rudowłosa Brytyjka, która ma francuskie korzenie. Trzydzieści-dwa lata potrzebowała na opanowanie tego języka do perfekcji i udało się. Z niewielką pomocą męża Francuza. Od dwóch lat pracuje w nowojorskim liceum. Wcześniej pracowała jako tłumacz i księgowa, ale nie trwało to długo.
Rówieśniczki zasiadły na swoich stałych miejscach w klasie numer 19. Obydwie plotkowały na temat chłopaków w szkole, a w międzyczasie uczniowie zbierali się do klasy. Gdy wszyscy usłyszeli dźwięk kończący przerwę nauczycielka zapisała temat lekcji wychodząc po dziennik klasy 2F.
- Dzień dobry moja ukochana klaso! - powiedziała na wejściu kobieta ucząca francuskiego. - Dzisiaj zajmiemy się dialogami w codziennym życiu. - zauważając, że brązowooka Demetria podniosła rękę udzieliła jej głosu.
- A co ja mam robić jak to umiem?
- Pomożesz mi prowadzić lekcję, a ja mogłabym Ci za to postawić ocenę, idziesz na taki układ? - w czasie gdy dziewczyna zgodziła się i powtórzyła materiał Vanessa sprawdziła obecność i zapisała temat w zeszycie klasowym.
- Witamy spóźnialskiego, dobrze się spało panie Bieber? - pod sam koniec lekcji do klasy wszedł Killer z grobową miną. Wyraz jego twarzy mówił, że nie spał całą noc, ostro imprezując albo biorąc jakieś dragi.
- Da mi pani spokój, mogę mieć nie obecność, ale mogę już usiąść? - przetarwszy twarz ręką usiadł w ostatniej ławce jak zwykle bywało. Kiedy Demetria skończyła pisać notatkę na tablicy odwróciła się szukając kogoś po klasie. Jej wzrok wbił się w Justina. Poczuła się źle, jakby ktoś wiercił jej dziurę w brzuchu. Jego wzrok tak na nią działał.
- Dobrze, dziękuję Ci za pomoc przy dzisiejszej lekcji, stawiam Ci naturalnie szóstkę. - powiedziała panna Bonheur gdy dziewczyna siadała do swojej ławki. Brytyjka usłyszała podziękowania od osiemnastolatki, która po chwili opuściła klasę. - Justin, proszę zostań na chwilę. - dziewiętnastolatek zaklął pod nosem, bo doskonale wiedział o co chodziło. Dodatkowo musiał poczekać z zapaleniem papierosa, do którego straszliwie go ciągnęło. - Drogi Justinie, ostatnio mocno spadły Twoje oceny z dobrych, a mogłabym nawet śmiało powiedzieć bardzo dobrych na słabe. Twoje oceny ledwo trzymają Cię oceny dopuszczającej. Co się stało? - wzrok profesorki działał na niego kojąco. Czuł, że mógł powiedzieć jej wszystko, ale nie tym razem.
- Nie radzę sobie z materiałem. - skłamał. Powodem zaniedbania były problemy w grupie Killera. On i jego kumple mieszkali w starej kamienicy, spokojna okolica i jedynym zagrożeniem byli oni sami. Niestety kilka tygodni temu ktoś pobił Daren'a po znakach rozpoznawczych cała paczka doskonale wiedziała kim był napastnik i zajęli się nim odpowiednio. Przez dłuższy czas siedzieli w grupie czekając na kolejną akcję, ale nie było potrzeby - brak jakiegokolwiek ruchu ze strony wrogów. - Przerasta mnie to, proszę pani.
- Jeśli wyrazisz zgodę mogłabym pomóc Ci ogarnąć to wszystko albo kogoś z klasy, wiesz co? Nie, ja to zrobię, muszę taki mój obowiązek. - uśmiechając się od ucha do ucha Vanessa opuściła klasę razem z uczniem, który chwilę później palił w szkolnej toalecie.

Sygnał informujący o długiej przerwie wydawał się jak zbawienie dla czarnowłosej. Oznaczało to, że jeszcze jedna lekcja i kończy zajęcia. Zapominając o tym, że po szkole robi projekt pobiegła na stołówkę. Wzięła do ręki tacę i czekając aż jedna z kucharek obsłuży ją poprawiła swoją białą spódniczkę. Obciągnęła ją w dół, żeby żaden z nauczycieli nie zwrócił jej uwagi, że jest za krótka. Czarne legginsy pomagały uchronić przed zainteresowaniem nauczycieli oraz zauważeniem jej ran. Tak, ran po cięciach. Demetria była zakompleksioną kobietą z wieloma problemami. Absoluty wstręt przez mężczyznami, spowodowany gwałtem przez ojca, zaowocował właśnie w to. Dodatkowo obelgi w podstawówce, ciągłe zastraszania i bójki potroiły skłonność do samookaleczania. Już od 11 roku życia znała pojęcie ból, a żeby chwilowo zapomnieć chwytała żyletkę i zadawała sobie coraz to głębsze rany na nadgarstku, brzuchu i udach. Nigdy nie zakładała czegoś, co mogłoby ją zdemaskować albo jeśli już zakrywała blizny fluidem.
- Yo, De? - powiedziała blondynka za jej plecami. - Dlaczego tak szybko wybiegłaś?
- Nie chciałam patrzeć na ten zakichany wyraz twarzy! On działa mi na nerwy, ugh! - z tacą pełną jedzenia wyszła z kolejki. Odwróciwszy się do przyjaciółki szła do tyłu dalej mówiąc. - Idiota, debil, ciota, frajer i Bóg wie co jeszcze!
- Emm, Demi? - wtrąciła jej.
- Co Demi? Co Demi? Zmienił się w największego dupka na całym świecie! - na wcześniejsze polecenie panny Cyrus odwróciła się w tym samym momencie wpadając na kogoś. Jedzenie wbiło się w powietrze spadając na dwójkę leżącą na ziemi. - Uważaj jak chodzisz, co? - wybuchła przecierając twarz z nadzieją, że wszystkie kawałki jedzenia zejdą z niej.
- Przepraszam najmocniej. - odpowiedział chłopak wstający z posadzki. Kiedy czarnowłosa spojrzała mu w oczy - zamarła. To był on. To był Joe.
Joseph Adam Jonas to dziewiętnastolatek z czarnymi włosami i czekoladowymi oczami, w których dziewczyny gubią swoje serca. Szkolny lovelas i szkolna gwiazda, chodź za taką się nie uważa. Gra w szkolnej drużynie koszykarskiej, siatkarskiej i również udziela się w hokeju.
- To, to, to ja przepraszam. - podała mu dłoń próbując wstać jak najzgrabniej. - To moja wina, to ja na Ciebie wpadłam.
- Nic się nie stało, naprawdę. - odpowiedział pokazując szereg białych zębów. - Ale będę naprawdę zawiedziony jak odmówisz mi postawienia sobie kawy po szkole. - dziewczyna poczuła jak momentalnie jej twarz zalewa kolor czerwony, a w szczególności policzki.
- Nie odmówię, to byłoby grzechem. - zaśmiała się, co spowodowało uśmiech Jonas'a.
- To jesteśmy umówieni? - odszedł jeszcze raz uśmiechając się do Demetrii. Dziewczyna stała chwilę w jednym miejscu wzdychając ze szczęścia dopóki dyrektor nie rozkazał jej posprzątać pomieszczenia.
- Lovato, słuchaj coś mi wypadło i dzisiaj nie zaczniemy projektu. Możesz sama zacząć, ale ja nie dam rady wpaść. - powiedział stojący za nią Killer. - W sumie mi tak nie zależy na tym.
- Mi też, daj spokój. I tak dziwne, że mnie o tym informujesz.
- Chciałem być miły. - wysilił uśmiech.
- Nie wychodzi Ci.

Ciemnowłosy dziewiętnastolatek czekał przed szkołą siedząc na murku. Pięć minut po dzwonku ona wyszła. Okulary wsunęła na czubek głowy, a wiatr delikatnie podwiewał jej włosy, które schowała za ucho. Czarno-białe trampki idealnie dodawały strojowi sportowego uroku, ale czarna mini kurteczka utrzymywała outfit w elegancji. Uśmiechnięta od ucha do ucha podeszła do niego i przez chwilę rozmawiali.
- A nie mówiłam? - odezwała się Destiny za plecami brązowookiej. Obydwie poszły w kierunku przejścia dla pieszych wraz z Joe'm.
Zaś szatyn przyglądał im się uważnie z drugiej strony muru szkolnego. Stojąc na jednej nodze opierał się delikatnie o jasną ścianę z papierosem w dłoni. Zaciągnął się nim. Delektując się smakiem poprawił swoje włosy jednocześnie wypuszczając dym ze swoich ust. Demetria interesowała go. Idealnie nadawałaby się na jednorazową ofiarę. Nałogowo oblizał usta gasząc fajkę. Chciał odreagować ten dzień, a szczególnie sytuację na francuskim. Postanowił się dziś zabawić. Znowu.

Oboje weszli do ogromnego domu państwa Lovato. Chłopak jęknął ciche wow idąc za dziewczyną w głąb mieszkania. Udając się w górę schodami śmiali się wniebogłosy.
- Gdzieś w pokoju brata powinnam znaleźć jakieś ubrania, więc wynagrodzę Ci tą dzisiejszą wpadkę. - nieśmiało ogłosiła przed nim wchodząc do pokoju. Na samym wejściu poczuła zapach. Jego zapach. Zapach Logan'a. Zatrzymała się na chwilkę delektując się nim.
- Wszystko w porządku, Demi? - zapytał uchylając lekko drzwi. Osiemnastolatka podskoczyła chwytając się za serce. - Przepraszam. - dodał siadając na łóżku tuż obok niej.
- Nic nie jest w porządku, Joe. - po jej policzku spłynęła jedna łza, a zaraz po niej kilka innych. - Od kilku miesięcy przesiaduję w pokoju godzinami płacząc, bo tęsknię za nim. Za moim bratem. - młody siatkarz objął ją ramieniem i przetarł mokry policzek.
- Nie płacz już, bo duże dziewczyny nie płaczą! Uśmiechnij się, brat na pewno tego chce, jestem pewny. - dziewczyna wtuliła się w tors Jonas'a uśmiechając się na polecenie chłopaka. Podnosząc głowę do poprzedniej pozycji oboje patrzyli sobie głęboko w oczy zbliżając się nieco do siebie.
- CO TU SIĘ DZIEJE? - w momencie gdy ojciec Demi wparował do pokoju dwójka nastolatków podskoczyła tracąc równowagę, co zaowocowało w kolejny dziś upadek.
Kurwa, że też w tej chwili musiał wejść - pomyślała.
- Tato, myślałam, że pracujesz... - nerwowo podrapała się po ręce zyskując na czasie. - To jest Joe, jest w trzeciej klasie.
- Co ja mówiłem? Żadnych chłopaków pod moim dachem, także pożegnaj kolegę i musimy porozmawiać.
Zdenerwowana odprowadziła koszykarza do drzwi przepraszając za zachowanie swojego taty, ale nie wiedziała, że to dopiero początek.
- Mógłbyś nie robić takich scen przed znajomymi, co? Prosiłam Cię już nie raz, a Ty co? Swoje.
- Zawarliśmy umowę, że żadnych chłopców pod moim dachem? Tak? To tego się trzymaj. Masz dopiero osiemnaście lat i co, już chcesz dzieci robić, hm? Ale to nie o niego tutaj chodzi, ale o matmę. Dzwoniła panna Parks i skarżyła się na Ciebie. - zaczął. - Miałaś być wczoraj po lekcjach, ale to olałaś i dzisiaj widzę też. Pamiętaj jaki był układ: szkoła, a potem modeling.
- Myślisz, że będę teraz biegła do szkoły i na kolanach przepraszała tą blondynę? To się grubo mylisz stary!
- Słuchaj gówniaro, nie po to zarabiam na Ciebie te nędzne grosze, żebyś mi tu teraz się tak odpłacała! Jesteś tak niewdzięczną córką, której nie życzyłbym nikomu, rozumiesz? N I K O M U! - dosłownie wykrzyczał jej w twarz.
- Teraz Ty mnie posłuchaj staruchu, po pierwsze nie mam być za co wdzięczna, bo nie wiem, czy pamiętasz, ale przez 5 lat gwałciłeś mnie gdy matka była w pracy. Po drugie Ty i tak nic nie robisz, bo pracy jako takiej nie masz, siedzisz godzinami w kasynie i myślisz, że to jest praca? Po trzecie ja nikomu nie życzę takiego potwora ojca jakim jesteś. - odwróciła się na pięcie starając powstrzymać płacz. - Jeszcze jedno, to ja kupiłam ten dom, ja płacę za niego, więc mam prawo robić co chcę, a Tobie gówno do tego! - pobiegła z powrotem na górę i zamknęła się w swoim pokoju na klucz. Rzuciła się na niepościelone łóżko i płakała. Łzy leciały jej strumieniami, a krzyki i łapczywe łapanie powietrza słyszeli aż sąsiedzi.
Dlaczego muszę mieć tak posrane życie? 

W jednej chwili zepsuć tak piękną chwilę, to chyba sen prawda? W momencie kiedy Twoje najskrytsze marzenie powoli się spełnia wystarczy jeden moment i wszystko znika. Brakowało nie dużo do pocałunku z nim, ale on musiał wejść. Musiał zrobić mi obciach. Nienawidzę go od samego początku. Zrobił mi taką krzywdę, przez równe pięć lat zrównał mnie z niebem. To on jest głównym powodem, dla którego zaczęłam się ciąć. 
Mówiłam już jak bardzo go nienawidzę? Tak? To się powtórzę: NIENAWIDZĘ TEGO FRAJERA! 


~~~
Witam Was z nowym rozdziałem! Długi, co? Jestem z niego zadowolona, o dziwo.
Prawie był pocałunek, nie za szybko? Haha, zła Monia nie zaszalała :D
Jaram się, bo wczoraj wyszedł album DEMI, boże asdfghjklkjhgfds! Jestem pięć lat Lovatic i jestem taka mega dumna, czujecie to? *-*

Jak myślicie co będzie dalej z Joe i Demi? Justin i Demi w końcu zaczną projekt? Jak to będzie wyglądać? Co z ojcem? Piszcie, jestem ciekawa!

Nie wiem kiedy dodam następny rozdział, bo staram się zrobić kilka na przód, żeby nie mieć problemów, więc jeszcze dziś Wam nie powiem :)
W następnych rozdziałach akcja się rozwinie, pojawią się nowe postacie tylko bądźcie cierpliwi :)
Będą Jemi moment i Justemi moment, spokojnie!

Potrzebuję Waszej opinii, chodzi o jedną z bohaterek mianowicie Cece, chcę ją zmienić, bo według mnie nie nadaje się na swoją rolę, a będzie to typowa badgirl, wciągnie Justina i Demi w niezłe gówno. Waham się pomiędzy dwoma osobami: Leigh-Anne Pinnock a Rihanną. Powiedzcie, która z nich mogłaby grać tę postać :)
Drugą rzeczą, o którą chcę Was spytać to wróg Justina, nie będę tłumaczyła Wam całej roli kolesia, ale powiem tyle, że będzie chłopakiem wyżej wymienionej Cece/Riri/Leigh i potem zginie, mam do wybory trzy postacie, a mianowicie: Zayn Malik (klik), Dylan Sprouse (klik) czy Adam Hicks (klik). Nie sugerujcie się imionami, bo one zostaną zmienione, chodzi mi tylko o wygląd (gify) badboya, więc który najbardziej odpowiada wymaganiom?
Będę bardzo wdzięczna jak odpowiecie mi na te dwa pytania, bo ja nie wiem co mam robić!

Na sam koniec chciałabym Wam podziękować za każdy komentarz i wyświetlenia! Już jest 3 tys! Jak weszłam i było tyle to upadłam na podłogę, naprawdę! To mnie tak mocno motywuje, a już kilka dni później było 3,200!!! Kocham Was, dziękuję!

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Kontakt: ask twitter facebook

sobota, 13 kwietnia 2013

02: I miss you, i need you now

Znasz to uczucie kiedy kochasz kogoś kto jest bardzo daleko od Ciebie? To uczucie potrzeby bycia z tą osobą, potrzeby bycia ważną? Dokładnie czuję to uczucie każdego dnia bez niego. Bez Logana. Brat jest sensem mojego życia, którego nie mam na co dzień. Tylko przy nim czuję się ważna, bo nikt inny nie potrafi tego zrobić tak jak on. Tylko przy nim czuję się na siłach i wiem, że mogłabym zrobić wszystko. Lecz kiedy go nie ma moja samoocena spada do minimum albo gorzej. 
Wróć braciszku, wróć do mnie. 

Czarnowłosa siedziała na szkolnej ławce skrobiąc coś w notesie. Co chwilę poprawiała jedno pasmo swoich włosów, których nie wpięła w wysokiego koka. Czekała na Destiny. Dziewczyna od piątku nie odzywała się do niej. Martwiła się.
- No hej. - usłyszała głos przyjaciółki, który przywrócił ją do rzeczywistości. - Przepraszam, że cały weekend się nie odzywałam. Moja wina.
- Ty wiesz jak się martwiłam?! Mogłaś chociaż dać jakiś znak życia! Ale nie, wolałaś siedzieć cicho i doprowadzać mnie do szału. - wykrzyczała na nią bez żadnego poczucia winy.
- Wyluzuj, okey? - usiadła obok kumpeli. - Wszystko jest w porządku. Żyje, jestem cała.
- Okey, mniejsza. Mam nowości o Bieberze. - rozejrzawszy się po korytarzu przybliżyła się do Cyrus. - W sobotę siedziałam w klubie na rogu, wiesz u Oliviera i on tam znowu był. Zrywał do tej blondyny z czwartej przecznicy. Chyba Kate ma na imię. - zauważyła zdziwioną twarz kumpeli. - Dziwi Cię to?
- W sumie nie, ale ona ma 24 lata!!! A on ile? Dzieciakiem dla niej jest.
- Ale po nim tego nie widać, a jest w sumie dobry w te klocki, więc....
- Skąd to wiesz?! - farbowana blondynka załapała Demetrię za ramiona. - Próbowałaś z nim ten teges?
- Nie! Fu! Jak możesz tak sądzić! Ohyda! - Lovato kręciła głową jednocześnie mówiąc. - Wszystkie dziewczyny tak mówią, więc powtarzam, nie?
- Ufff, już myślałam, że...
- Wiem, nie kończ tego zdania. Wiem o czym myślisz i nigdy nie zrobiłbym tego z nim, nawet za pieniądze. - przyjaciółce ulżyło jak i samej Demetrii. Obydwie po wspólnych ploteczkach udały się do swoich szafek. Idąc wzdłuż korytarza dziewczyny rozmawiały o dzisiejszych zajęciach, bo nie było ich tak dużo.  - Des, było coś zadane z matematyki? - zapytała otwierając szarą szafkę. Wyciągnęła z niej niebieską książkę do wymówionego przedmiotu wraz z zeszytem. - Halo? Ziemia do Destiny?!
- Co? Przepraszam dostałam wiadomość od mamy, dzisiaj po lanchu zabierze nas na omówienie sesji. - odpowiedziała zamykając mebel. - Popatrz kto przyszedł. - odwróciwszy się zauważyła Killer'a. Stał oparty jedną nogą o ścianę obok własnej szafki. Jak zawsze idealnie ułożone włosy w artystycznym nieładzie. Standardowa biała bluzka lekko opadała na czarne spodnie opuszczone w kroku. Ręce włożone w kieszenie i to słynne spojrzenie. - Prostak z niego.
Sama jego ksywa przyprawiała Lovato o dreszcze. Killer, czy to nie brzmi groźnie? Każdego kolejnego dnia wyglądał tak samo podejrzanie jak poprzedniego. Jego wzrok raził wszystkich uczniów i nikt nie raczył z nim zadzierać. Zdarzali się tacy, co mieli chwilę odwagi by stanąć z nim oko w oko, ale zazwyczaj kończyło to szpitalem. Podejrzliwe spojrzenie, podejrzliwe ruchy - cały on.
- Ale on mi działa na nerwy! - czarnowłosa krzyknęła na całe pomieszczenie po czym zasłoniła swoje usta biegnąc pod salę 70. - Jesteś beznadziejna. - powiedziała do siebie zsuwając się po ścianie.
- To żeś odwaliła Demi, będziesz miała przesrane u niego. - złapała się za głowę klnąc pod nosem.
- Może nie wiedział, że o nim myślę, co? Może myśli, że to o kimś innym, co?
- Zaraz się dowiemy obydwie. - spojrzała na korytarz, on szedł w stronę klasy. Zerwała się na równe nogi idąc na koniec holu. Wskoczyła na parapet nerwowo obgryzając paznokcie.
- Boisz się mnie, prawda? - odezwał się wchodząc zza rogu.
- Że co proszę? Coś Ci się panie pomyliło. - udawała twardą, ale w głębi denerwowała się na sam jego widok. - Ja się niczego nie boję.
- Każdy się czegoś boi, nawet Ty.
- Ty też się czegoś boisz? - uniosła brwi do góry podgryzając wargę.
- Jestem wyjątkiem skarbie.
- Nie mów do mnie skarbie. - warknęła unosząc ton głosu.
- Przepraszam skarbie. - zaśmiał się wchodząc do klasy. Demetria zacisnęła pięść wstrzymując powietrze na kilka sekund.
Idiota - pomyślała. Wraz z kumpelą udała się do klasy i usiadła w swojej ławce. Czekając na nauczyciela zanotowała w zeszycie datę i napisany na tablicy temat.
- Witam. - powiedziała nauczycielka matematyki poprawiając włosy. Blond grzywka opadała jej na czoło, a zgrabny kucyk obijał się o jej ramiona. - To dzisiaj zaczynamy ciągi liczbowe? - klasa jęknęła z tak zwanym młodzieńczym entuzjazmem. - Haha, też kocham Was uczyć!
Osiemnastolatka zamiast słuchać nauczyciela wpatrywała się w siedzącego przed nią Biebera. Intrygował ją pod różnymi względami. Wydawał się być inny niż wszyscy ludzie. Był oryginalny. Nie był kolejnym lalusiem w szkole, ale pomimo tego nie chciała się z nim przyjaźnić. Spoglądając na obok siedzącą Destiny szepnęła kilka słów koleżance. Obydwie idealnie rozumiały ruchy warg bez wymawiania dźwięków.
- On mnie drażni, weź coś zrób! - odezwała się cicho. Czekając na odpowiedź zapisała dzień sprawdzianu, który przed kilkoma minutami podała profesorka.
- Dasz radę, on nie jest taki seksowny, taki piękny jak Twoje typy. - uśmiechnęła się blondynka. Widząc, że Killer odsuwa swoje krzesło zrobiła kwaśną minę.
- Jeśli chcecie mnie poderwać to zapraszam po szkole na drinka, jestem wolny. - szepnął oblizawszy usta. - Mogę być cały Wasz. - poddenerwowana brązowooka kopnęła krzesło, które wraz z szatynem upadło na ziemię.
- Widzę, że panny lubią pana Biebera, tak? To serdecznie zapraszam Was na randkę po lekcji. - jak zwykle żartobliwie ukarała nauczycielka trójkę na tyłach klasy.
- Frajer. - powiedziała cicho Demetria, ale na jej nieszczęście on to słyszał.
- Słyszałem.

Siedząc spokojnie na angielskim uczniowie oczekiwali dzwonka. Profesor Binkley pilnie notował coś w dzienniku co chwila poprawiając okulary. Wszyscy bacznie obserwowali go na zmianę z zegarem.
- Dobrze, skończyłem pisać Wasze oceny z karty pracy. Teraz omówię Waszą następną pracę. - zamykając dziennik klasy 2F wstał z fotela. - Otóż dzisiaj mam zamiar wybrać Wam partnerów do pracy w grupach. Będziecie robić projekt o wybranym losowo przez Was stanie. Grupy będą dwuosobowe i za nic nie możecie zmienić partnerów. - ponownie zasiadając za biurkiem wziął linijkę i po kolei zaczął wyczytywać nazwiska. - A i jeszcze, bo zapomnę. Ta praca będzie trzydziestoma procentami Waszej oceny rocznej, a więc warto się przyłożyć. Macie na to dwa miesiące, a teraz pary. - poprawił kosmyk siwych włosów i okulary. - Jensen i Schoen, Skinner i Glasser, Cyrus i Sparks. - niepokojąco spojrzała na przyjaciółkę. Miała nadzieję, że będą razem, bo zawsze były. Modliła się, żeby nie dostała żadnego przemądrzałego chłopaka ze swojej klasy... - Brown i Simpson, Lovato i Bieber. - ... Jak on. Z przerażoną miną popatrzyła na Destiny. Kumpela ze współczującym wzrokiem posłała dziewczynie uśmiech. Demetria odłączając się na chwilę od świata gryzła swoje czerwone paznokcie. Spojrzawszy na tył klasy wbiła swój wzrok na Justina. Był taki jak zawsze, czyli wszystko olał.
Czy on to zrobił specjalnie?! - pomyślała o nauczycielu.
Gdy tylko zabrzmiał dzwonek wszyscy wybiegli z klasy. Tylko kilkoro uczniów zostało z pytaniami do Binkely'a w tym ona. Podeszła do biurka zaciskając nerwowo dłoń.
- Panie profesorze, wie pan pewnie, że ja i panna Cyrus jesteśmy przyjaciółkami. Nie dałoby się jakoś zrobić, żebyśmy robiły razem projekt? - nachyliła się nad starszym panem. Lubił to.
- Dobrze wiesz droga damo, że jakbym pozwolił Ci zmienić partnera to wszyscy inni chcieliby to samo, więc dobrze znasz moją odpowiedź na Twoją prośbę.
- Ale proszę pana!
- Żadnego ale, Lovato. Wraz z Bieber'em robisz projekt i koniec kropka! - zdenerwowana wyszła z pomieszczenia udając się na stołówkę. Wzięła żółtą tackę wraz z kanapkami i deserami podawanymi na lunch.
- Pieprzony facet, frajer. - mówiła do siebie zasiadając naprzeciwko przyjaciółki. - Zabije go kiedyś, przyrzekam!
- O czym Ty mówisz, Demi?
- O Binkely'u! Idiotą jest. Dobrze widać, że wraz z Bieber'em się nienawidzimy, a on jeszcze łączy mnie z nim w projekcie, frajer z niego. - walnęła dłonią w blat stołu jednocześnie chwytając bułkę.
- O nim zapomnij, teraz masz gorsze problemy.
- Co masz na myśli? - zapytała biorąc gryz.
- Nowa sesja, nowe magazyny, nowe kontrakty, nowy fotograf. Wiesz, że to wszystko nas czeka? - mówiąc to Destiny wypatrywała kogoś w tle. - A właśnie ktoś na Ciebie czeka. - wskazała palcem.
- Kto? - czarnowłosa odwróciła się i zauważyła go. Widziała jak podchodzi wolnym krokiem poprawiając sterczące włosy. - Matko i córko, tylko nie on.
- Też miło Cię widzieć. - odparł z uśmiechem. - Wylosowałem Texas, ciesz się. Nie chce mi się tego z Tobą robić, więc albo umówimy się i odwalimy to raz, a porządnie albo jedno z nas to zrobi.
- I vice versa! Okey, wolę wersję pierwszą, bo potem będziesz miał spiny co do mojego pomysłu. Jutro u Ciebie?
- Wolę nie, spotkajmy się u Ciebie. Podaj mi swój adres i przyjdę po szkole. - oblizawszy usta spojrzał na farbowaną blondynkę uśmiechnął się ponownie mrugając okiem.
- Przepraszam, coś Ci wpadło w oko? - zapytała przywracając go do rzeczywistości. - Jutro po szkole ze mną pójdziesz, tyle.
- Świetnie.
- Świetnie.
- Dobrze.
- Dobrze, teraz możesz iść. - warknęła wracając do stołu. - Frajer. - przewróciła oczami tracąc na chwilę kontakt ze światem realnym. Zauważyła Joe'go. Zauważyła chłopaka z trzeciej klasy, w którym się kocha. Miłość jej życia przeszła obok stolika, przy którym siedzi. Wysoki dziewiętnastolatek o czarnych włosach.
- Ziemia do Demi! Słyszysz mnie? - dziewczyna machnęła ręką przed jej oczami. - Musimy iść mama już czeka. A swoją drogą, dlaczego nie zagadasz do Jonas'a?
- Ja? Czy Ty widzisz mnie? Nie mam u niego szans!
- Jesteś modelką, kochanie! Masz większe szanse niż połowa dziewczyn w naszej szkole!
- Case closed, zapomnij.

Zmęczona całym dniem Demetria rzuciła się na łóżko. Poprawiła swoje czerwone spodnie chwytając telefon. Wybrała numer Logan'a i przyłożyła przedmiot do ucha.
- Cześć braciszku, możemy porozmawiać? - zapytała uśmiechając się.
- Jasne, wejdź na skype to się zobaczymy. - rozłączył się włączając program. Cały czas myślał o swojej młodszej siostrze. Tęsknił za nią niemiłosiernie. Była jego całym światem, który był kilkadziesiąt kilometrów od niego. Widząc, że dziewczyna dzwoni do niego bez namysły odebrał połączenie uruchamiając kamerkę internetową.
- Cześć Logan! - przywitała go ciepłym uśmiechem.
- Cześć kochanie, ślicznie wyglądasz. - zauważył jej bluzkę w paski i zgrabnego warkocza, który delikatnie leżał na jej ramieniu. Na czarnych włosach układał się czarny fullcap dodając uroku stylizacji.
- Dziękuję Ci, Ty też całkiem nieźle, haha. - pochwaliła jego nienaganny ubiór, a mówiąc to miała na myśli niebieską bluzkę w kratę, którą podarowała mu na gwiazdkę kilka lat wcześniej. - Widzisz, to ten naszyjnik od Ciebie. - przybliżyła do kamery zawieszkę w kształcie kokardki. - Bardzo mi się podoba.
- Taki był mój zamiar, co u Ciebie słychać? Jak rodzice?
- U mnie w kółko to samo, czyli szkoła i sesje i to wszystko. Modeling mnie przytłacza. Jeszcze w szkole muszę robić pieprzony projekt z Bieber'em. - znów nerwowo zacisnęła dłoń. - Rodzice jak zawsze zabiegani, prawie ich nie widuję. Kiedy wrócisz?
- Postaram się jak najszybciej kochanie. Wiem, że tęsknisz, ale ja od tak nie mogę opuścić tego miejsca.
- Wiem, niestety wiem. Kocham Cię tak bardzo, brakuje mi Ciebie. - z jej oczy popłynęła jedna łza spadając na policzek.
- Mi Ciebie też królewno, obiecuję Ci, że niedługo się zobaczymy! Też Cię kocham i muszę kończyć. Dobranoc i słodkich snów. - szybko kończąc połączenie zamknął laptopa. Lovato siedziała jeszcze chwilę ocierając łzy.
- Dobranoc, dobranoc braciszku. - powtórzyła ponownie kładąc się na zaścielonym łóżku.

~~~
Witam Was przy drugim rozdziale! Jestem bardzo zaskoczona ilością komentarzy pod ostatnim rozdziałem, aż 23 opinie! Pomijając, że trzy to kłótnia, haha.

Co sądzicie o tym rozdziale? Co to za Joe? Kiedy przyjedzie Logan, a co będzie dalej z Justinem? Jak wyobrażacie sobie dalszą akcję? Piszcie jestem ciekawa Waszej opinii!

Powiem Wam, że inspiracją do tego bloga jest książka The Last Song (film też), piosenki/teledyski:

  • As Long As You Love Me
  • Freedom
  • I Knew You Were Trouble
  • Heart Attack
  • Come & Get It
  • In Case
  • cała płyta Unbroken i Here We Go Again
  • Stay 
  • I'll Always Remember You 

i wiele innych!
Nie wiem, czy Was to interesuje, ale kit :D

Będę próbowała próbowała napisać kilka rozdziałów więcej, ale wątpię w to, bo mam drugiego bloga, ale postaram się.
Jeśli chcecie być informowani to zostawcie swoje nazwy w komentarzu (chodzi o twittera).
Liczę na Wasze szczere komentarze z opinią na temat bloga i rozdziału, śmiało piszcie!

Do osób hejtujących mnie, mój blog i moje pisanie: proszę oto praca pisana przeze mnie na język polski, zero błędów, tylko brak tytułu. Mogłaby być szóstka, ale szmata mi jej nie dała, lol. Także nie popełniam błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i innych, sama polonistka to mówi. To, że raz jakiś się zdarzy to pech, ale bezpodstawnie mnie oskarżacie, bo wiem jaka jest prawda.


Kontakt: facebook ask twitter
Hope u like it, do następnego kochani! xoxox

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

01: I'll always remember you.

Siedząc przy barze kilka blondynek przyglądało mu się uważnie ze stolika obok. Obgadywały jego nienaganny strój oraz seksownie postawione włosy. Za każdym razem jak jego wzrok kierował się na czwórkę dziewczyn wszystkie piszczały z zachwytu, prócz jednej. Siedziała cicho tylko przyglądała się koleżanką. Właśnie takie podobały się Justinowi. Obojętne na jego urodę. Wiedział już, że nie będzie łatwo ją uwieść. Gdy tylko zauważył, że desperatki opuszczają lokal wykorzystał sytuację. Podbiegł do stolika, poprawiając włosy.
- Cześć jestem Justin. - wyciągnął rękę w kierunku niebieskookiej.
- Nie powinieneś biec za nimi? - pokazała na drzwi kawiarni, w której się znajdowali.
- Uważasz, że interesują mnie takie piszczące laski? Wyglądam aż tak płytko? - zaśmiał się. Dziewczynie się to podało. Jego uśmiech sprawił jej przyjemność. - To zdradzisz mi swoje imię?
- Kate. - uścisnęła dłoń szatyna, który lekko ucałował jej skórę. Znał dziewczyny i doskonale wiedział, że udawanie dżentelmena robi na nich wrażenie. - Śliczne imię pasuje do pięknej właścicielki. - popatrzył spod powiek szatańsko się uśmiechając. Komplety - kolejny krok urodzenia. Bieber był doświadczony w tych sprawach, to nie pierwsza nieśmiała laska, którą wyrywał.
- Może pożegnasz koleżanki i zostaniesz tylko ze mną?
Dziewczyna lekko zdawała sobie sprawę do czego mogło dojść. Nie myliła się. Zostawiając go samego wyszła na dwór. W tym samym czasie szatyn odczuł powiew wiatru od otwieranych drzwi. Miał już wygraną w kieszeni. Po spławieniu niepotrzebnych osób zawsze wychodzi.
- Zrobione. - wróciła uśmiechając się nieśmiało.
- Chcesz drinka? - brązowooki wskazał na bar na co ona odpowiedziała twierdząco. - Oliv, dwa bierzemy. - blondyn zza baru pokazał, że przyjął zamówienie, które chwilę później leżało już na blacie.
A brunetka przyglądała się temu z ostatniego stolika. Demetria znała go dość długo, bo od piaskownicy, mieszkali na tym samym osiedlu dopóki się nie przeprowadził. Dziwiła się, że Justin zmienił się w takiego podłego dupka.

Ostatni punkt do zrealizowania planu. Ofiara odurzona alkoholem jest nie świadoma tego co się dzieje i jak się dzieje.
- Olivier, możemy wpaść na górę? - puścił oczko swojemu kumplowi na co on tylko przewrócił oczami. Jeszcze o własnych siłach poszedł z Kate do mieszkania. Gdy tylko zamknęły się drzwi Justin przecisnął blondynkę swoim ciałem do nich zostawiając na jej policzku czuły pocałunek. Dziewczynę przeszły lekkie dreszcze, a on nie przestając całować jej ciało zaniósł ją do sypialni. Rzucił ją na drewniane łóżko nie przejmując się czy ją to zaboli, czy nie. Odpiął pasek pochylając się nad nią. Pozbywając się niebieskiej bluzki blondynki zdejmował spodnie. Oboje podnieceni całą sytuacją nerwowo łapali powietrze między pocałunkami. Justin był mniej zdenerwowany jak Kate, dla niego takie laski to codzienność. Tylko ona była spięta, co było dziwne, bo po wypiciu kilku drinków powinna być wyluzowana jak reszta ofiar Biebera.
- Nie sądzisz, że to dzieje się za szybko? - zapytała szatyna zdejmując mu koszulkę. On nic nie odpowiedział tylko dalej pomagał dziewczynie przy rozbieraniu. Brązowooki do końca rozebrał blondynkę zostając w samych bokserkach. Pewnym ruchem chwycił jej ręce, które włożył sobie w majtki. Dziewczyna podnieciła się jeszcze bardziej chwytając jego 'kolegę'. Justin przy każdym jej dotyku cicho jęczał, a blondynce się to podobało. Widziała w nim Boga. Uważała, że będzie on z nią na zawsze. Zakochała się w nim, ale dla niego to było przelotne uczucie.
Między zabawą 'przyjacielem' Justina wyciągnęła go z bokserek rzucając je w kąt pokoju.
- Chwila, panienko. - wyciągnął rękę do szuflady wyciągając z niej prezerwatywę. Mimo, że bawił się uczuciami dziewczyn nie robił im dzieci. Myślał na zapas i zamiast bzykać i potem być ojcem wolał robić to z rozumem. - Nie chcę robić nam problemu, więc bez tego się nie obędzie. - zakładając prezerwatywę czekał tylko jak to się skończy. Ta dziewczyna wyjątkowo działała mu na nerwy. Zazwyczaj ofiary po wypiciu drinków nie były aż tak spięte i nachalne jednocześnie. Kiedy Justin był już gotowy wbił się w nią. Kate pisnęła z wrażenia wybijając swoje paznokcie w jego plecy. Chłopak nie protestował, a wręcz przeciwnie podobało mu się, że blondynka tak robi. Oboje spoceni nie tracili czasu na duperele i brnęli dalej. Bieber przyśpieszył tempo i oboje sapali tak głośno, że drżały ściany.

Czarnowłosa wróciła do mieszkania, w którym nikogo nie zastała. Zdjęła swoje buty i umyła ręce w łazience. Udając się do kuchni po szklankę soku wyciągnęła telefon z kieszeni. Przejechała palcem po ekranie i wstukała numer do przyjaciółki.
- Osoba, do której chcesz się dodzwonić jest poza zasięgiem, zadzwoń później albo zostaw wiadomość. - odezwała się automatyczna sekretarka Destiny.
- Cholera. Des jak będziesz mogła to oddzwoń, mam wieści o Justinie. Najlepiej przyjdź do mnie to powiem Ci to osobiście. Do zobaczenia, Demi. - powiedziała do telefonu wchodząc po schodach. Schowała telefon do tylnej kieszeni spodni i otworzyła drzwi do swojego pokoju. Wzięła łyk soku i popatrzyła na swój porządek. Wszystko było idealnie poukładane, na swoich miejscach. Zdziwiła się, bo przecież gdy wychodziła z domu panował tu nieład. - No tak, Nina. - powiedziała sama do siebie.
Nina to ich sprzątaczka, o ile można było ją tak nazwać. Dla rodziców Demetrii była bezwartościową kobietą, a dla samej dziewczyny przyjaciółką. Rudowłosa zawsze była dla Demi oparciem. Mogła się jej wygadać i uzyskać podpowiedź, co należało zrobić. Ojciec Lovato zakazał kobiecie kontaktu z córką, dlatego więc sprzątała w godzinach szkoły.
Gdy brązowooka podeszła do biurka sięgnęła do ramkę ze zdjęciem. Patrząc na nie czuła przepływające ciepło przez jej ciało. Tęskniła za swoim bratem, który wyjechał do Dallas w poszukiwaniu studiów i dobrej pracy. Wracał co jakiś czas, ale dla niej było to niczym. Potrzebowała jego obecności cały czas, a rozmowy video przez skype nie wystarczały.
- Tęsknię braciszku. - znowu powiedziała sama do siebie przecierając ramkę zdjęcia. Pojedyncze krople łez spływały z jej policzków kapiąc na szkło. Wraz ze zdjęciem usiadła na parapecie. Wyjrzała przez okno przypominając sobie pierwszy dzień tutaj. Kiedy wszystko było nowe, nieznane. Kiedy życie w Nowym Jorku było tajemnicą i przygodą.

- I jak Ci się podoba, Demi? - zapytał mężczyzna wysiadając z auta. - Od dzisiaj będziemy tutaj mieszkać.
- Jest świetnie. - dziewczynka uśmiechnęła się biorą swoje bagaże z bagażnika. Rozejrzała się dookoła obracając wokół własnej osi. Wszędzie była zieleń i jednorodzinne domki. Ich dom wyróżniał się wśród innych. Zamiast być osiedlowym domkiem był wyrwany jak z bajki. Czerwony dach, mleczne ściany i ciemne ramy okien oraz drzwi. Czarnowłosy nastolatek wziął dwie torby i swoją młodszą siostrę za rękę. Logan, bo tak miał na imię chłopak, otworzył drzwi zaprowadzając dziewczynę do środka. Na jego polecenie usiadła na schodach i poczekała jak wróci wraz z resztą rzeczy i rodzicami. Czternastolatka miała szczęśliwy wyraz twarzy, ale w środku nie. Była smutna, bo mimo przeprowadzki wiedziała, że jej problemy z ojcem nie skończą się. Pomimo wielkiej nadziei, że tutaj wszystko się zmieni, wiedziała, co ją czeka.
- Dlaczego moja księżniczka jest smutna? - z przemyśleń wyrwał ją głos brata. - Zamiast się cieszyć z nowych rzeczy to Ty siedzisz i się zamartwiasz. - usiadł obok niej. - Będziemy tutaj razem zaczynać nowe życie, zgoda? - podał jej rękę, a czekając aż czarnowłosa w końcu zrobi to samo. - A teraz chodź na górę, pokażę Ci jak będziemy mieszkać. - wziął ją na ręce i wbiegł po drewnianych schodach. Powoli weszli na górę rozglądając się wokół. Pierwsze co wpadło w oko Demetrii to piękny kolor ścian, mianowicie ciemna zieleń. Słońce wbijające się przez okno idealnie oświetlało pomieszczenie nadając jeszcze piękniejszy klimat chwili.
- Gotowa? - Logan zapytał chwytając klamkę. Dziewczynka odpowiedziała twierdząco ruchem głowy. Chłopak otworzył przed nią drzwi, a ona wbiegła do pokoju jak poparzona. Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy to przepiękny widok na ogród. Zaraz po podziwianiu widoków spojrzała na kolory ścian. Fiolet, czerń i gdzieniegdzie szarości - to co kochała.
- Ty to urządziłeś? - odwróciła się do brata na co ten zareagował wielkim uśmiechem na twarzy. - Dziękuję Ci! - mała rzuciła się mu na szyję. - Kocham Cię tak bardzo.
- Ja Ciebie też, ale nie widziałaś chyba co czeka na Ciebie w szafie. - szesnastolatek otworzył mebel, a przed Demetrią ukazał się widok wielkiego misia z pluszu. - Za każdym razem jak będziesz na niego patrzeć to pomyśl o mnie, bo to miś ode mnie. Nazwij go Logan i kochaj tak mocno jak mnie, dobrze? - ponownie tego dnia siostra przytuliła go. 

Wyobrażała sobie wszystko krok po kroku płacząc coraz bardziej. Słone łzy kapały na zdjęcie, które kochała tak bardzo jak misia od brata. Obydwie te rzeczy były pamiątkami od niego i tylko one przypominały jej o nim.
- Tęsknię za Tobą Logan, potrzebuję Cię tu i teraz, słyszysz? - mówiła sama do siebie. - Jeśli nie zobaczymy się niedługo zniknę, potrzebuję Twojej osoby przy sobie. - spojrzała w gwiazdy. - Mam nadzieję, że robisz to samo w tej chwili. - mocniej przytuliła pluszaka do siebie.

Kiedy Kate brała prysznic w mieszkaniu Oliviera Justin powoli próbował wstać z łóżka. Rozleniwił się.
Pora wstać Bieber.
Głos w głowie rozkazał chłopakowi, a on postanowił posłuchać samego siebie. Wstał i ubrał się w porozrzucane ubrania. Z powrotem usiadł na skraju łóżka i wypatrywał pewnej rzeczy. Mianowicie torby blondynki.
- Tu Cię mam. - spojrzał pod łóżko i wyciągnął swoją zdobycz. Delikatnie otworzył zamek i grzebiąc w torbie wydobył z niej portfel dziewczyny. Rzucił okiem ile znajduje się w nim pieniędzy zabierając 250 złoty z czego została tylko dwudziestka.
- Justin? - usłyszał wołanie z łazienki. Jak poparzony schował wszystko na swoje miejsce i zapytał co się stało. - Gdzie tu są ręczniki?
- Pierwsza szafka po prawej od okna. - odpowiedział wychodząc na balkon. Z tylnej kieszeni spodni wyciągnął paczkę papierosów, który jeden z nich wylądował między jego wargami. Chowając niebieską paczuszkę podpalił papierosa i delektował się ich smakiem.
- Palisz? - spojrzał się za siebie opierając się o barierki. Dziewczyna widziała w nim bardziej pociągającego chłopaka niż wtedy gdy była z nim w łóżku.
- Sporadycznie. - zmierzył ją wzrokiem jakby chciał zapamiętać ją taką. - Nie chcę być już nie miły, ale powinnaś już iść. - Kate podeszła do niego bliżej kładąc rękę na jego ramieniu.
- Nie chcesz mojego numeru, czy coś złotko?
- Nie zrozumiałaś mnie. - wypalił papierosa do końca chowając go do popielniczki. - To był jednorazowy seks. Jeśli chcesz to zapomnij, ale nic między nami nie powstanie, czaisz?
- Żartujesz prawda? - po jego wyrazie twarzy sądziła, że nie. - Jak chcesz, ale będziesz tego żałował.
Chłopak nie przejął się tym, bo następnego dnia i tak nic nie pamiętała - przez alkohol. Gdy usłyszał trzask drzwiami wszedł do środka i ponownie tego dnia ułożył się na łóżku.
- Jus, ile jeszcze panienek Ci zostało do zaliczenia, co? - zdezorientowany Olivier wszedł do mieszkania, a szatyn odpowiedział jedynie uśmiechem.


~~~
A więc oficjalnie mówię, że to najtrudniej napisany rozdział w historii moich blogów. Dobrze, że mam to za sobą, ufff
Mam nadzieję, że tematyka przypadnie Wam do gustu, a ja nie znudzę Was czekaniem na nowe rozdziały. To pierwszy mój blog, na którym będę pisać trzecią osobą, a więc proszę o wyrozumiałość.

W zakładce bohaterowie pojawiła się nowa postać, a mianowicie Logan - brat Demetrii.
Dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia, jeśli chcecie być informowani o nowych notkach zostawcie swoje nazwy twittera w komentarzu :)

Do 'subiektywnego czytelnika': to miłe, że aż tak przejęłaś się tymi moimi błędami, ale wiesz co? Mam to gdzieś! Nie zastosuję się do tego, bo to jedynie mój interes jak pisze i jak się odnoszę. Jasne, przyjęłam Twoją krytykę do siebie, było mi przykro, ale nie dam Ci tej satysfakcji i będę brnąć dalej w swoim. Nie liczy się dla mnie jak pisze bloga, ale jak inni odbierają to. A jak widzisz mam dosyć sporo osób, które to lubi. A jeśli nie podoba Ci się to, to masz tam u góry czerwony krzyżyk :) Zawsze możesz zejść z anonima i wtedy pogadamy na poważnie. Pozdrawiam.
Do @SwagggerLove: wiem, że trzynastoletnie dzieci są już 'znane' z tymi rzeczami, ale uznałam, że Demi była chronionym dzieckiem od takich spraw, bo jej matka nie chciała jej o takich rzeczach mówić :)

Będę starała dodawać się rozdział w miarę szybko, ale nie obiecuję, bo mam jeszcze 2 blogi na głowie :c
Życzę miłego czytania, hope u like it!

CZYTASZ = KOMENTUJ 

Kontakt: twitter ask facebook